sobota, 21 stycznia 2017

Ogarniając nieogarnialne: o 'I Capture the Castle' Dodie Smith

5,5/6

I Capture the Castle Dodie Smith jest powieścią stuprocentowo różną od tak przez mnie ostatnio zachwalanego A Tree Grows in Brooklyn - zarówno pod względem formy (tam tradycyjna narracja, tu - pamiętnik głównej bohaterki), jak i (co zazwyczaj jest dla mnie jakieś pięć razy ważniejsze) treści. I tak teoretycznie, gdybym miała na sucho przeanalizować jej fabułę, bohaterów, przesłanie, przydatność dla dzisiejszego czytelnika itp., to powinno mi z tego wyjść jedno wielkie marudzenie. Bo o ile powieść Betty Smith była pozycją bardzo energizującą i motywującą do działania (ciśnie mi się na klawiaturę angielskie empowering i nie mogę znaleźć porządnego polskiego odpowiednika...), o ile tam bohaterki były silne, zdeterminowane i do głowy by im nie przyszło czekać na księcia na białym koniu, tak tu mamy do czynienia z sytuacją dokładnie odwrotną: bierne, nicnierobiące pannice, w których głowach prawie nigdy nie postaje myśl o pracy własnej, całą swoją nadzieję pokładają w bohaterach płci męskiej. Jest to o tyle dziwne, że akcja powieści przypada jakoś na lata trzydzieste XX wieku; i może nie jest to jeszcze okres daleko posuniętej emancypacji kobiet, ale przecież też nie czasy Jane Austen, kiedy to istotnie cała nadzieja ubogiej panny leżała w obrotnym ojcu lub bogatym adoratorze!

Zresztą, sami spójrzcie:


Główną bohaterką i zarazem narratorką powieści jest siedemnastoletnia Cassandra Mortmain, żyjąca w biedzie - wraz ze starszą siostrą, młodszym bratem, ojcem, młodą macochą oraz arcylojalnym, darmowym sługą -  w tytułowym zamku, położonym gdzieś na brytyjskim odludziu. Lata temu, kiedy Mortmainowie dopiero się do niego wprowadzali, świetnie im się powodziło; ojciec, autor wydanej niedawno popularnej i awangardowej powieści, zarabiał krocie na dochodach ze sprzedaży swojego arcydzieła oraz wykładów na jego temat, bez problemów był więc w stanie zapewnić rodzinie dostatnie, wręcz luksusowe życie. Zamek miał inspirować go do dalszej pracy. Ale lata mijały, dzieci podrosły, żona umarła, sam Mortmain zdążył nawet ponownie wziąć ślub - a kolejny bestseller jakoś nie chciał się napisać. W chwili, w której zaczyna się właściwa akcja powieści, sytuacja Mortmainów jest już dramatyczna: zamek może i jest klimatyczny i romantyczny, ale jest też nieogrzewany, wyposażony tylko w najpotrzebniejsze meble (całą resztę rodzina zdążyła już wyprzedać, usiłując jakoś utrzymać się przy życiu), pokoje zieją pustkami, a co najważniejsze: nie ma już czego sprzedawać. Ojciec zdaje się całkowicie ignorować problem i spędza całe dnie na czytaniu powieści detektywistycznych. O ile Cassandra jest sytuacją trochę zmartwiona, ale nie traci pogody ducha, o tyle jej siostrę, Rose, niemoc twórcza ojca i wynikająca z niej bieda doprowadzają do ciągłej rozpaczy. Kiedy więc w okolicy pojawia się dwóch przystojnych młodzieńców z Ameryki, w tym dziedzic sąsiedniego majątku, Rose błyskawicznie chwyta się szansy na polepszenie swojego losu...

Źródło
Nie bez powodu wspomniałam na początku o Jane Austen; bo Dodie Smith zdaje się świadomie do dzieł swojej poprzedniczki nawiązywać. Mamy tu dwie zubożałe "szlachcianki", piękną starszą siostrę i mniej atrakcyjną, ale ponadprzeciętnie inteligentną młodszą, dwóch nieco tajemniczych, bogatych, przystojnych mężczyzn, romans, bale, niechęć brata głównego amanta do wybranki tegoż amanta, obowiązkowy plot twist. Są też nawiązania bardziej bezpośrednie: Cassandra i Rose wprost wspominają o Austen w jednej z początkowych rozmów; od Austen też Rose, odizolowana przecież od rówieśników i nie mająca pojęcia o przyjętych powszechnie regułach gry, uczy się sztuki flirtu. Tu zresztą autorka, chyba świadomie stylizująca swoją powieść na współczesną Dumę i uprzedzenie, pozwala sobie na mały żart z tej autostylizacji: early Victorian charm, którym Rose stara się uwieść bogatego sąsiada, zupełnie nie przystaje do dwudziestowiecznej rzeczywistości i wywołuje efekt przeciwny do zamierzonego (ściślej: obaj młodzieńcy w popłochu uciekają z zamku, odbierając zachowanie Rose jako sztuczne, afektowane i w pewnym stopniu wręcz przerażające).

Źródło
Ta właśnie austenowskość trochę się na autorce zemściła. Bohaterki austenowskie nie mogą, rzecz jasna, pracować; nie mogą nawet MÓC w jakikolwiek sposób wpływać na swoją sytuację finansową. Mają być bezbronnymi ofiarami złego losu, niesprawiedliwie skazującego je na życie w nędzy. Tyle że to, co u Austen było naturalne i wynikało ze struktury społecznej epoki, tu nieco dziwi: mówimy o latach 30' XX wieku, a Rose, która zdaje się najgorzej radzić sobie z biedą, ma na początku powieści dwadzieścia jeden lat. Bankructwo rodziny nie jest wynikiem jakiegoś tragicznego, nagłego wydarzenia; dziewczęta miały więc dość czasu, żeby opracować jakiś plan działania. Jakikolwiek. Ponad dwudziestoletnia kobieta, która widzi, w jak fatalnej sytuacji finansowej znajduje się jej rodzina, a mimo to oczekuje, że ojciec będzie ją utrzymywać? Nawet ponoć inteligentna Cassandra wypada tu dość słabo; wprawdzie jest młodsza, ale ma już te siedemnaście lat, do szkoły nie chodzi, całe dnie spędza na pisaniu (...przy czym jest to pisanie dla siebie, nienadające się do celów wydawniczych) i chociaż niby zdaje sobie sprawę ze skali problemu, to jednak nie robi niczego w celu jego rozwiązania. Zamiast przyuczyć się do jakiegoś zawodu, choćby pokojówki, obie siostry wolą siedzieć i czekać na cud. Czy dziwi Was, że mnie to dziwi?
A thousand pounds for clothes – when one thinks how long poor people live on it! When one thinks how long we could live on it, for that matter! Oddly, I have never thought of us as poor people – I mean, I have never been terribly sorry for us, as for the unemployed, or beggars; though really we have been rather worse off, being unemployable and with no one to beg from. 

Teoretycznie powinno mi to bardzo przeszkadzać. Ale wiecie co? W przypadku I Capture the Castle teorię diabli wzięli. Pokochałam tę książkę, czytałam ją jak w transie, biorąc przykład z bohaterów i zaniedbując dla niej bardziej rzeczywiste zobowiązania. Tak, jest nierealistyczna. Tak, Rose mogłaby się wziąć do roboty. Tak, była niedzisiejsza już w momencie jej wydania. I co z tego?

Powód jest prosty: I Capture the Castle to książka magiczna, napisana pięknym językiem i wypełniona po brzegi pozytywną dziwnością. Niby jest to dziwność mieszcząca się w granicach prawdopodobieństwa, niby wszystko to mogłoby się wydarzyć i podczas czytania nie rzuca się nawet szczególnie w oczy, ale kiedy spojrzymy na to z dystansu, kiedy odetchniemy na chwilę od potoku narracji, nagle uderza nas nagromadzenie nietypowych postaci czy wydarzeń. Ja odbieram I Capture the Castle jako współczesną baśń. Nieprawdopodobną, niepraktyczną, uproszczoną - i piękną. Jak to baśń.


I Capture the Castle to powieść z soundtrackiem - i to soundtrackiem klasycznym, tworzącym jeszcze bardziej baśniową i nierzeczywistą atmosferę. Powieść wypełniona cudownie plastycznymi, artystycznymi scenami. Weźmy pierwsze spotkanie Rose i naszych młodzieńców: Rose pojawia się na schodach we właśnie odziedziczonej po macosze, nietypowo skrojonej, świeżo pofarbowanej na turkusową zieleń sukni, podczas gdy rzeczona macocha w ukryciu gra na lutni (!) Greensleeves. Albo sobótkowe rytuały odprawiane przez obie siostry: zapalona pochodnia niesiona od wieży do ogniska, wrzucane w ogień zioła, czarowanie kwiatami. Albo scenę, w której Cassandra i jeden z braci pływają nocą w zamkowej fosie przy dźwiękach Powietrza Haendla. Albo choćby macochę, Topaz, spacerującą nago w świetle księżyca i "bratającą się" z naturą. Dziwność nad dziwnościami, ale tak magiczna, że nie sposób nie dać się oczarować.


Na polski I Capture the Castle zostało przetłumaczone jako Zdobywam zamek. Okropnie mi się to tłumaczenie nie podoba. Słowo capture pojawia się w tekście wielokrotnie, kiedy Cassandra usiłuje opisać tę czy inną osobę czy zdarzenie i zastanawia się, jak by to... no właśnie: capture. Ująć? Opisać? Ogarnąć? Chyba to ostatnie, choć stylistycznie nie pasuje tu zupełnie, najlepiej oddaje jej intencje: pojąć i przedstawić całość danej postaci, w pełni i sprawiedliwie. Cały jej pamiętnik jest taką próbą ogarnięcia wszystkiego, co związane z zamkiem: ojca, macochy, następujących po sobie wydarzeń. I choć Cassandra  stwierdza ostatecznie, że jej się to capture nie udało i że była strasznie zadufana w sobie sądząc, że zna swoich bliskich na wylot i jest w stanie całościowo ich opisać, to i tak te jej próby ogarnięcia składają się na fascynujący opis zamkowego życia.

Cassandra jest, nawiasem mówiąc, wspaniałą narratorką. Opisuje wydarzenia z humorem,  autoironicznie, jednocześnie szczegółowo i dostatecznie płynnie, by nie znudzić czytelnika. Doskonale udaje jej się przelewać własne uczucia na papier, nawet przy najwznioślejszych czy najbardziej zrozpaczonych fragmentach nie popadając w banał. Trochę zazdroszczę.
'There's quite a bit of spring in the air tonight,' I told her. 'You go out and smell it.'
Rose never gets emotional about the seasons so she took no notice, but Topaz went to the door at once and flung it open. Then she threw her head back, opened her arms wide and took a giant breath.
'It's only a whiff of spring, not whole lungs full,' I said, but she was too rapt to listen. I quite expected her to plunge into the night, but after some more deep breathing she went upstairs to try on her tea-gown.
'It beats me,' said Rose. 'After all this time, I still don't know if she goes in that way because she really feels like it, if she's acting to impress us, or just acting to impress herself.'
Nie powiedziałabym, że I Capture the Castle to lektura obowiązkowa. Nie zmieni Waszego życia. Jeśli jednak szukacie niegłupiej lektury na smutny, zimowy wieczór, czegoś, co przeniesie Was do innego świata i pozwoli zapomnieć o szarości za oknem, to powieść Dodie Smith będzie dobrym wyborem. Ja, mimo zastrzeżeń co do niezaradności obu bohaterek, bawiłam się świetnie i strasznie żałowałam, że lektura skończyła się tak szybko. I jeśli mimo tych zastrzeżeń oceniłam ją na 5,5, to wierzcie mi, musiała mnie potężnie oczarować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails