sobota, 31 grudnia 2016

'Tata Jesus is bängala!': o "Biblii jadowitego drzewa" Barbary Kingsolver

 6/6

Sięgnęłam po The Poisonwood Bible Barbary Kingsolver (polskie tłumaczenie, "Biblia jadowitego drzewa", jakkolwiek wierne, brzmi mi jakoś niezgrabnie) nie wiedząc o tej książce nic, li i jedynie dlatego, że (znów!) co rusz natykałam się na nią na kolejnych listach lektur obowiązkowych. Bez oczekiwań. I przypadkiem przeczytałam najlepszą książkę mojego czytelniczego roku 2016.

To jedna z tych nielicznych powieści, którym nie mam niczego do zarzucenia. Żadnych zastrzeżeń. Nic nie było zbyt rozwlekłe, nic nie niedopracowane, nigdzie nie dało się wyczuć fałszywych nut. W dodatku wyraźnie widać, co przyświecało autorce, kiedy postanowiła tę książkę napisać; to powieść z misją, którą doskonale udaje jej się wypełnić. Z posłowia wynika, że Barbara Kingsolver nosiła się z pomysłem na tę powieść przez, bagatela, jakieś dwadzieścia lat - ciągle unikając zabrania się za nią na poważnie, ze strachu, że temat ją przerośnie i wyjdzie jej zupełnie nie to, czego by sobie życzyła. Może i dobrze, że dała sobie tyle czasu na przygotowania; ale przede wszystkim dobrze, że ostatecznie ten strach przełamała. Efekt robi wrażenie.

Głównymi bohaterami Biblii jadowitego drzewa jest rodzina Price'ów - ojciec, gorliwy baptysta i pastor tegoż kościoła, jego pozornie stłamszona, niekochana żona, oraz ich cztery córki: najstarsza Rachel, bliźniaczki Leah i Adah, oraz najmłodsza, ledwie pięcioletnia Ruth May. Akcja powieści rozpoczyna się, kiedy wielebny Price postanawia udać się wraz z całą rodziną na misję ewangelizacyjną do Konga. Żadna z otaczających go kobiet czy dziewcząt - do tej pory mieszkających w Ameryce - nie wydaje się być tym postanowieniem szczególnie zachwycona, ale w domu Price'ów panuje typowy patriarchat, nie próbują więc nawet protestować. Rodzina - nie bez problemów - dociera do biednej, odciętej od świata wioski gdzieś w kongijskiej dżungli. Tam ojciec, przekonany o swojej nieomylności i boskim wsparciu, poświęca się całkowicie coraz bardziej rozpaczliwym próbom nawrócenia miejscowej ludności; problemów bardziej przyziemnych - jak np. konieczności wyżywienia sześcioosobowej rodziny w obcym, nieprzyjaznym klimacie - nawet nie zauważa, pozostawiając je na barkach umęczonej żony. Ich córki tymczasem przechodzą przyspieszony kurs dorastania - wprawdzie każda z nich na swój sposób i z zupełnie innym efektem końcowym, ale jednak żadnej z nich to kongijskie doświadczenie nie pozostawia niezmienionej.


Narratorkami powieści są na przemian matka i cztery córki. Każdy rozdział rozpoczynają wspomnienia Orleanny Price, teraz już staruszki mieszkającej znów w USA, którą wyraźnie prześladuje duch czegoś, co wydarzyło się podczas tej kongijskiej misji. Córki natomiast komentują wydarzenia w czasie prawie-rzeczywistym; nadal są nastolatkami uwięzionymi w Kongu, nadal nie wiedzą, co przyniesie im przyszłość. I - tu wielki ukłon w stronę autorki - każda z nich jest tak wyraźną osobowością, nawet wypowiada się tak odmiennie i charakterystycznie tylko dla siebie, że nawet jeśli czytelnik przerwie lekturę gdzieś w połowie rozdziału i rozpocznie ją ponownie nie pamiętając, "czyj" fragment właśnie czyta, to bez problemu jest w stanie odgadnąć to po stylu wypowiedzi. Siostry nie piją sobie z dzióbków; w sytuacjach kryzysowych stać je na solidarność, ale na co dzień bywają wobec siebie nawzajem bardzo krytyczne. W efekcie - przynajmniej w pierwszej połowie powieści - postacie są wielowymiarowe, namalowane wieloma odcieniami szarości; panny Price nieraz odbierają te same wydarzenia - i swój w nich udział - w zupełnie odmienny sposób. Nawet wielebny Price nie jest tu (a przynajmniej nie zawsze) stereotypowym, zadufanym w sobie, nieczułym czarnym (sic!) charakterem.

Źródło
I tak najstarsza córka, szesnastoletnia Rachel, to typowa, amerykańska nastolatka, którą los postawił w bardzo nietypowej sytuacji. Rachel wiecznie narzeka na Kongo, nienawidzi go całym sercem, płacze nad utraconymi możliwościami - balami, flirtami, pięknymi sukniami, lakierem do paznokci. Z jednej strony zdaje się być typową rozpieszczoną, próżną lalką - a z drugiej, czy można winić szesnastolatkę za to, że marzy o balach i romansach, że nie zachwyca jej wizja spędzenia roku w głuszy? Pewnie trudno byłoby mi polubić Rachel, ale nietrudno mi ją - przynajmniej tę nastoletnią - zrozumieć. Nie każdy ma duszę odkrywcy i podróżnika. Rachel nie ma.

Ruth May, jako najmłodsza, wypowiada się rzadko, prezentując głównie uroczo-obrzydliwe, dziecięce oblicze umotywowanego religijnie rasizmu. Z komentarzy jej sióstr wiemy, że jest pełna energii, jakby chciała przeżyć wszystko, co jest do przeżycia, zanim dobije dwudziestki. Najszybciej ze wszystkich członków rodziny nawiązuje też kontakt z miejscowymi rówieśnikami. I bardzo, bardzo nie smakuje jej chinina.

Leah i Adah, choć bliźniaczki, są do siebie zupełnie niepodobne. Adah od urodzenia - a właściwie jeszcze dłużej - jest niepełnosprawna; prawa półkula jej mózgu nie wykształciła się prawidłowo, w efekcie czego dziewczyna cierpi na niedowład prawej połowy ciała. Chodzi wolno, powłócząc prawą nogą, nie jest w stanie biegać, przez długi czas uważana jest też za niedorozwiniętą umysłowo. Porozumiewa się ze światem tylko na piśmie, nieraz za pomocą niepokojących palindromów, i w milczeniu obserwuje otaczającą ją rzeczywistość.
It is true I do not speak as well as I can think. But that is true of most people, as nearly as I can tell.
Jest najmroczniejszą z czterech sióstr: przenikliwą, inteligentną, cyniczną i nieuznającą żadnych świętości, co pozwala jej widzieć i rozumieć więcej, niż jej równie bystrej bliźniaczce. A jednocześnie, mimo całego tego cynizmu i emocjonalnego dystansu, Adah ewidentnie czuje się gorsza i ma żal do świata o swoją niepełnosprawność. Szczególną niechęć czuje do swojej dzielnej, hiperaktywnej bliźniaczki, która wyssała z niej połowę mózgu. Pozostałe siostry wyczuwają zresztą tę niechęć i żal, i zdają się Ady trochę bać. Ruth May stwierdza wprost: Adah hates us all.
I don't know what Adah rooted for as we lay out there with our needlework, watching him waddle up and down the branches. I have to say she probably didn't care one way or the other, really, and was just fascinated to see what would happen next. Adah is that way. She feels no obligation to have good thoughts on behalf of her mortal soul in the hereafter, or even the here and now. She can simply watch life, without caring.
Jej siostra-bliźniaczka, Leah, przechodzi w trakcie akcji powieści największą przemianę. Przyjeżdża do Konga jako córeczka tatusia, naśladująca go we wszystkim, starając się ze wszystkich sił zasłużyć na jego uznanie. Jest jednak zbyt inteligentna na to, by nie zauważyć, jak bardzo jej ojciec nie radzi sobie z zaistniałą sytuacją: jak absurdalny jest jego upór i pewność siebie, jak mało szacunku ma do miejscowej ludności, wreszcie - jak nieuzasadnione jest jego panowanie nad resztą rodziny. Leah jest bystrą, dzielną nastolatką, która wyrasta na silną, odważną kobietę. Nietrudno zauważyć, że to ją autorka musiała darzyć największą sympatią.
I started to nod, but then admitted, "No." I decided right then to stop pretending I knew more than I did. I would be myself, Leah Price, eager to learn all there is to know. Watching my father, I've seen how you can't learn anything when you're trying to look like the smartest person in the room.
Fabuła Biblii jadowitego drzewa jest wyraźnie podzielona na dwie części - i choć bohaterowie pozostają ci sami, to ich sytuacja życiowa, sytuacja geopolityczna, a co za tym idzie i tematyka powieści ulegają diametralnej zmianie. Pierwszą połowę wypełniają trudy życia codziennego w dżungli, szok kulturowy, choroby, głód, plagi, a wszystko to przeplatane problematyką okołoreligijną. Czas płynie wolno; dziewczęta są w stanie szczegółowo opisywać swoją codzienność. Tymczasem w tle toczy się Wielka Historia: ogłoszenie niepodległości Demokratycznej Republiki Konga, pierwsze wybory, zwycięstwo Lumumby. Kiedy jednak Patrice Lumumba zostaje zamordowany, a panny Price nareszcie wydostają się z dżungli, historia Konga zaczyna grać tu pierwsze skrzypce.
It's taken a lot to dampen our hopes. But everything has turned around so fast, like a magician's trick: foreign hands moved behind the curtain and one white King was replaced with another. Only the face that shows is black. Mobutu's U.S. advisors even tried to hold elections here, but then got furious when the wrong person won – Antoine Gizenga, Lumumba's lieutenant. So they marched the army into parliament and reorganized it once again in Mobutu's favor.
"If the Americans mean to teach us about democracy, the lesson is quite remarkable," Anatole observed.
"Breathtaking," I agreed.
Źródło

I tu dopiero widać, jaki cel przyświecał Barbarze Kingsolver; widać, że panny Price i misja ich ojca były tylko pretekstem do wysłania dziewcząt do Konga i rzucenia ich w wir historii, która okazuje się być główną bohaterką drugiej połowy The Poisonwood Bible. A uwierzcie mi, jest o czym pisać. Nigdy wcześniej nie interesowałam się szczegółami dekolonizacji Afryki, a już na pewno nie Demokratycznej Republiki Konga, która kojarzyła mi się tylko z dżunglą i deszczami równikowymi; autorka nagle otworzyła mi oczy na wydarzenia sprzed zaledwie 50 lat (...nie miałam pojęcia, że to tak niedawno...!) i bardzo niechlubną rolę, jaką odegrały w nich Stany Zjednoczone. Nie dziwię się, że podanie ich do wiadomości publicznej sprowokowało ogólnokrajowe protesty; nie dziwię się, że Barbara Kingsolver postanowiła przybliżyć tę historię szerszej publiczności, w bardziej przystępnej formie. Siostry Price - w większości już nie panny - towarzyszą czytelnikowi podczas kolejnych, prawie 40 lat smutnej historii DRK, jak zwykle prezentując odmienne punkty widzenia. Akcja z konieczności bardzo przyspiesza; rozdziały oddzielone są od siebie o kilka lat. Trochę cierpią na tym portrety psychologiczne: w tej części robi się już dość czarno-biało, z Rachel wyrastającą na nieznośną, stereotypową, przeraźliwie ograniczoną memsahib. Cóż. W sumie. Dosyć prawdopodobne.

Powieść posiada też rozbudowaną bibliografię - skarbiec inspiracji dla czytelnika, który chciałby dowiedzieć się czegoś więcej na temat historii Konga. Ze swojej strony polecam popularnonaukowe opracowanie Adama Hochschilda Duch króla Leopolda (King Leopold's Ghost), bardzo pomocne w ogarnięciu historii poprzedzającej wydarzenia opisane u Kingsolver. Ale to tak na marginesie.

I na koniec: z The Poisonwood Bible wypływa nieoczekiwany wniosek lingwistyczny. Mianowicie: nie udawaj, że umiesz mówić w języku tonalnym, jeśli słoń nadepnął ci na ucho. W przeciwnym wypadku zamiast powiedzieć, że Tata Jezus jest wspaniały możesz poinformować zdumionych słuchaczy, że Tata Jezus jest jadowitym drzewem.

Źródło
Tata Jesus is bängala.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails