niedziela, 18 września 2016

Wenecja 2016

Chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się regularnie i z zainteresowaniem śledzić festiwal filmowy w Wenecji (dziwne, Berlinale czy Cannes poświęcam więcej uwagi, a wcale nie lubię ich bardziej...). "Śledzić" oznacza tu tyle co "czytać na bieżąco recenzje kolejnych filmów / szukać informacji", jako że do samej Wenecji nikt mnie (niestety!) nie zaprosił*; konkursowych filmów nie widziałam, więc mogę tylko dodać kolejne tytuły do niekończącej się listy Filmów, Które Muszę Obejrzeć i liczyć na to, że kiedyś, gdzieś uda mi się na nie natrafić. Sporo ich, chyba więcej niż zazwyczaj. Tak mniej więcej... Połowa wszystkich nominowanych? Czyżby tegoroczne biennale było ułożone specjalnie pode mnie? :) 

Jeżeli ciekawi Was, co w tym roku przyciągnęło moją uwagę - zerknijcie poniżej.
(Opisy pochodzą ze stron filmweb.pl i/albo imdb.com).


1. The Light Between Oceans (Światło między oceanami), reż. Derek Cianfrance, wyst. Alicia Vikander, Michael Fassbender, Rachel Weisz 


Bohater wojenny Tom Sherbourne przyjmuje posadę latarnika na bezludnej wyspie u wybrzeży Australii. Wkrótce przybywa do niego ukochana żona Isabel. Zakochani żyją tu szczęśliwie w rytmie przypływów i odpływów oceanu. Ich największym, niespełnionym pragnieniem jest dziecko. Miesiące bezowocnych starań, dwa poronienia i pogłębiające się uczucie oddalenia zaczyna wpędzać Isabel w depresję. I wtedy zdarza się cud: do wybrzeży wyspy dobija mała łódź, na której pokładzie Tom znajduje martwego mężczyznę i żywe niemowlę. Pod namową Isabel, wiedziony odruchem serca, Tom łamie swoje surowe zasady i godzi się przyjąć dziecko jako własne. Szczęście świeżo upieczonych rodziców wkrótce zaczyna blaknąć, gdy okazuje się, że w okolicy od miesięcy zrozpaczona matka poszukuje zaginionego męża i maleńkiego dziecka.
Jedyny z festiwalowych filmów o którym słyszałam już parę dobrych miesięcy temu i już wtedy dodałam go do Niekończącej Się Listy. Przy takiej obsadzie nie miał prawa się nie udać. Bardzo lubię Alicię Vikander, Rachel Weisz jeszcze bardziej i filmy z nią kupuję w ciemno, a i Fassbender do kiepskich aktorów nie należy (tak, bardziej interesują mnie aktorki niż aktorzy. Wiem, jestem dziwna. Co zrobić). Film z ich trójką razem wziętą musi być co najmniej bardzo dobry, prawda?
A tu zaskoczenie: The Light Between Oceans zebrało mocno przeciętne recenzje. Że niby dobre, ale bez "tego czegoś". Że historia trochę tania i melodramatyczna. Że przy takiej obsadzie oczekiwania były większe. Czytam i niedowierzam, i nie uwierzę, póki nie zobaczę.

2. La La Land, reż. Damien Chazelle, wyst. Emma Stone, Ryan Gosling, J.K. Simmons


 
 Los Angeles. Pianista jazzowy zakochuje się w początkującej aktorce.
Musical. Z nawiązaniami do innych musicali. Bardzo dobre recenzje. Piękny, klimatyczny trailer. Biorę!

3. Frantz, reż. François Ozon, wyst. Paula Beer, Pierre Niney


In the aftermath of WWI, a young German who grieves the death of her fiancé in France meets a mysterious French man who visits the fiancé's grave to lay flowers. 
Po pierwsze: i zdjęcia, i trailer wyglądają bardzo zachęcająco. Po drugie: dobre recenzje i statuetka dla wiodącej aktorki. Po trzecie: widziałam Paulę Beer w Ludwiku II i Der Geschmack von Apfelkernen, i wiem, że primo: grać potrafi, secundo: nie najgorzej dobiera sobie role. A że nadal poluję na dobre niemieckie filmy (wyczerpujące to polowanie, ale parę tytułów udało mi się odkryć), to z chęcią sprawdzę, co tym razem stworzyli sąsiedzi zza Odry.

4. Il ciudadano ilustre, reż. Gastón Duprat, Mariano Cohn, wyst. Oscar Martinez



Tym razem zachęciły mnie jedynie fragmenty filmwebowej recenzji Piotra Czerkawskiego:
Główny bohater "The Distinguished…", argentyński pisarz Daniel Mantovani, przypomina skrzyżowanie Gabriela Garcii Marqueza z Jepem Gambardellą z "Wielkiego piękna". Mężczyzna w ujmujący sposób godzi w sobie elokwencję, charyzmę i zmysł prowokatora (...). Przytłoczony sukcesem Mantovani konsekwentnie odmawia udziału w kolejnych festiwalach i wieczorach autorskich. Wyjątek robi dopiero, gdy otrzymuje zaproszenie do rodzinnego miasteczka, które opuścił już wiele lat temu (...). Z miejsca rzucający się w oczy kontrast pomiędzy wyrafinowaniem bohatera  a przaśnym charakterem miejsca jego urodzenia stanowi komediowe paliwo filmu. Autor ambitnych powieści jest przyjmowany w Salas niczym gwiazdor pop: burmistrz nie odstępuje go na krok, przechodnie bez przerwy proszą o autografy, a nastoletnie fanki same pchają się do łóżka.
Może być dobre. I ponoć jest. Chętnie sama się przekonam.

5. Jackie, reż. Pablo Larraín, wyst. Natalie Portman


Relacja wydarzeń z życia Jackie bezpośrednio po zamachu i zabójstwie jej męża, prezydenta Johna F. Kennedy'ego w 1963 roku. 
Sądząc po recenzjach, film jest, na szczęście, mniej banalny, niż wynikałoby z powyższego opisu; chodzi w nim nie tyle o "relację wydarzeń", co o przedstawienie mechanizmu tworzenia mitologii - w tym przypadku mitu tragicznie zmarłego bohatera. Obejrzę głównie dla Natalie Portman, która jest tu ponoć w doskonałej formie. Nietrudno mi w to uwierzyć.

6. Planetarium, reż. Rebecca Zlotowski, wyst. Natalie Portman, Lily-Rose Depp


Z recenzji Łukasza Muszyńskiego:
Akcja nowego filmu Rebecki Zlotowski rozgrywa się w latach 30. XX wieku w Paryżu. Choć nad Europą zbierają się burzowe chmury, bogate towarzystwo bawi się w najlepsze. Pochodzące z Ameryki panny Barlow są najnowszą atrakcją stołecznej socjety. Po jednym z występów do sióstr zgłasza się producent filmowy André Korben z ofertą zorganizowania prywatnego seansu. Zachwycony umiejętnościami dziewcząt rzutki biznesmen składa kolejną propozycję nie do odrzucenia: siostry zagrają w filmie fabularnym, w którym znajdzie się scena autentycznego wywoływania duchów. Czy jednak sytuacje, które na żywo wydają się groźne i niesamowite, okażą się równie atrakcyjne po przeniesieniu ich na taśmę filmową? Zwłaszcza jeśli swoich trzech groszy nie dorzucą spece od efektów specjalnych?
(...)
Końcówka dwudziestolecia międzywojennego to fascynujący – z punktu widzenia kina – okres historyczny. Z jednej strony: przeczucie nadciągającej katastrofy, kryzys ekonomiczny i pogłębiające się nastroje antysemickie. Z drugiej: impreza, jakby jutra miało nie być, dekadencja oraz wzrastające zainteresowanie okultyzmem. Wszystko to można znaleźć w "Planetarium" – przedziwnej mieszance dreszczowca, melodramatu i refleksji nad naturą X Muzy. Filmie, który otwiera różne furtki interpretacyjne, a zarazem wydaje się niespełniony, obdarty z tajemnicy i zupełnie nieangażujący emocjonalnie. 
Pomijając ostatnie zdanie - fabuła, problematyka, czas i miejsce akcji są jakby skrojone pode mnie. Do tego po raz kolejny ponoć bardzo dobra rola Portman. Trailer mnie oczarował. Panu Muszyńskiemu mogło się nie podobać, ale ja już nie raz przekonałam się, że nasze filmowe gusta dość znacząco się od siebie różnią. Bardzo możliwe, że mi właśnie spodoba się bardzo.

7. On the Milky Road, reż. Emir Kusturica, wyst. Monica Bellucci, Emir Kusturica

 

 

Z recenzji Piotra Czerkawskiego:

Głównym bohaterem filmu jest poczciwy muzyk Kosta, który przypadkiem spotyka swoją miłość sprzed lat. Choć dziewczyna, zwana Panną Młodą, szykuje się do ślubu z lokalnym bohaterem wojennym, w spontanicznym odruchu postanawia uciec z dawnym ukochanym. Nawet jeśli brzmi to jak swoista mission impossible, bohaterowie wierzą, że wytworzona między nimi namiętność potrafi unieważnić wszelkie przeciwności losu. Przekonanie to podziela sam Kusturica, który staje po stronie swoich postaci i nadaje status czarnych charakterów wszystkim chcącym przeszkodzić im w realizacji planów. 
Nie znam Kusturicy; zabijcie mnie, ale nie znam. Nie widziałam żadnego jego filmu. Wiem tylko, że to nazwisko już tyle razy obijało mi się o uszy, że muszę wreszcie te braki nadrobić, a On the Milky Road sprawia wrażenie filmu, który może idealnie wpasować się w mój gust. Zdjęcia (zwłaszcza plakat!) kojarzą mi się trochę ze Źródłem Aronofskiego, które wprawiło mnie w niemy zachwyt. Fabuła brzmi ciekawie. Recenzje są entuzjastyczne. Do tego dochodzi Monica Bellucci. I jak tu nie obejrzeć?

8. Voyage of Time, reż. Terrence Malick, wyst. Brad Pitt, Cate Blanchett (narracja)


 
Historia wszechświata, od narodzin do ostatecznego upadku. 
Na koniec: Terrence Malick. O losie, Malick. Trailer nie pozostawia wątpliwości: film będzie natchniony, pompatyczny i Epicki, w najgorszym znaczeniu tego słowa. Drzewo życia vol.2. Z drugiej strony, wygląda na to, że reżyser podarował sobie tym razem alegoryczne przypowieści i postanowił otwarcie podumać nad filozoficznymi zagadkami. A tak się składa, że mi akurat dinozaury w Drzewie życia przeszkadzały najmniej; dużo bardziej wynudziła mnie warstwa realistyczna, czyli w gruncie rzeczy dość banalna historia rodziny głównego bohatera, którą Malick usiłował podciągnąć pod główną tezę filmu. Jeżeli Voyage of Time będzie filmem stricte przyrodniczo-filozoficznym, bez ilustrującej rozważania przypowieści, to może nawet mi się toto spodoba. Cóż, przekonamy się za jakiś czas, kiedy film wejdzie do kin.

- - - - - - - - - 

* Popracuję nad tym za rok!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails