sobota, 27 lutego 2016

Harper Lee, "Zabić drozda" // 'To Kill a Mockingbird'

Shoot all the bluejays you want, if you can hit 'em, but remember it's a sin to kill a mockingbird.'
Nie wiem jak powinnam pisać o tej książce. No bo z jednej strony: absolutny klasyk. Zajrzyjcie na dowolną listę z gatunku '100 Books to Read Before You Die', a "Zabić drozda" na 100% na niej będzie. Czyli: powinnam zakładać, że potencjalny czytelnik też tę książkę zna, więc mogę dzielić się przemyśleniami bez zahamowań, bo i tak wszyscy znają fabułę. A z drugiej strony, mam wrażenie, że o ile powieść Harper Lee jest klasyką klasyk w Ameryce, o tyle nad Wisłą sprawa przedstawia się już trochę inaczej. Lekturą szkolną nie jest, w rozmowach - nawet w kręgach bardziej wykształconych i oczytanych - pojawia się stosunkowo rzadko. Bez porównania do takiej Rozważnej i romantycznej czy Jane Eyre. Tak sobie myślę, że pewnie wynika to z tematyki; niewolnictwo i późniejszy rasizm, zwłaszcza w południowych stanach, jest jednak takim typowo amerykańskim problemem, który tutaj, w środku Europy, ani nas ziębi, ani grzeje - tam jednak urasta do rangi narodowej traumy porównywalnej z niemiecką "traumą Hitlera". Temat ciągle nie jest zamknięty, ciągle wywołuje wyrzuty sumienia z gatunku: cholera, zbudowaliśmy nasze państwo na cierpieniu niewinnych, trochę wstyd. W każdym razie: nie wiem do końca, od której strony to ugryźć. Na wszelki wypadek postaram się nie wypisywać spoilerów, a przynajmniej nie oczywistych.



Zarys fabuły jest (chyba?) powszechnie znany: miasteczko na południu Stanów (konkretniej: w Alabamie), czarnoskóry mężczyzna oskarżony o gwałt na białej sąsiadce i biały mężczyzna, prawnik, przydzielony z urzędu do tej sprawy, który - wbrew oczekiwaniom większości mieszkańców - naprawdę angażuje się w obronę oskarżonego. Cała historia opowiedziana jest z punktu widzenia córki rzeczonego prawnika, Jean Louise, nazywanej przez wszystkich Scout. Na początku akcji powieści dziewczynka ma zaledwie 6 lat, pod koniec - 8.

Towarzyszyło mi podczas tej lektury sporo zaskoczeń (pierwszym z nich było, ekhm, odkrycie, że Harper Lee była kobietą - poważnie, nie miałam pojęcia, to imię takie męskie...). Powieść składa się z dwóch części: w moim wydaniu pierwsza liczy sobie 124, a druga 175 stron. I dopiero w tej drugiej części na dobre pojawia się wątek obrony oskarżonego Toma Robinsona. Pierwsze 124 strony przerzucałam więc z rosnącą niecierpliwością. Początkowo jeszcze spokojnie: wiadomo, że trzeba odmalować tło, dać czytelnikowi poznać bohaterów. Ale z czasem z coraz większym zdziwieniem: gdzie ten proces? Scout dość rozwlekle wspomina swoje dzieciństwo: relacje z bratem Jemem, pierwsze dni w szkole, lubianych i nielubianych sąsiadów, wakacyjnego przyjaciela Dilla. Najwięcej miejsca poświęca domowi Radley'ów, zwłaszcza zamkniętemu (uwięzionemu?) w nim Arthurowi, znanemu raczej jako Boo Radley. Tajemniczy mężczyzna od lat nastoletnich nie wychodzi na zewnątrz - a przynajmniej nikt nigdy go nie widuje. Takie historie oddziałują na dziecięce wyobraźnie. Cała trójka - Jem, Scout i Dill - potrafi całymi dniami myśleć nad tym, jak zmusić Boo do wyjścia. Odgrywają nawet scenki z jego życia - czy raczej: z tych pół-legendarnych historii na temat jego życia, które krążą po miasteczku. 

W tym momencie byłam przekonana, jak historia potoczy się dalej: Boo, wypłoszony przez dzieciaki, ucieknie z domu i zgwałci/zamorduje jakąś białą kobietę, a o wszystko oskarży się jakiegoś Bogu ducha winnego Murzyna, który akurat się napatoczy. Czekałam więc, i czekałam, i... Kolejne zaskoczenie: nic. W ogóle cała kwestia Toma Robinsona pojawia się po raz pierwszy w zupełnie niedramatycznych okolicznościach. Jakieś zdanie rzucone przez ojca przy posiłku czy przy czytaniu gazety. Rozkręca się na dobre dopiero w drugiej części i tam rzeczywiście urasta do rangi głównego problemu powieści.

Kolejne zaskoczenie, czy raczej pytanie do autorki: czemu miała służyć pierwsza część?

A to prawdziwy mockingbird, czyli podobno drozd.
I wiecie co? Wiem, czemu miała służyć. Ale obiecałam nie rzucać oczywistymi spoilerami na lewo i prawo, więc Wam tego nie powiem. Mogę się za to podzielić czymś innym: Zabić drozda to kompozycyjny majstersztyk. Wszystko tu jest przemyślane; choćby było pozornie zupełnie nieznaczącą, "odmalowującą tło" sceną, okazuje się po jakimś czasie mieć głębsze znaczenie. Interpretacja celowości pierwszej części zmieniła mi się w trakcie lektury jakieś 3-4 razy. Szczerze mówiąc, trochę mam wrażenie, że autorka (z lekko złośliwym chichotem?) w premedytacją wodziła mnie za nos. Ale nie mam jej tego za złe. Przeciwnie, jestem jej wdzięczna, że pozwoliła mi westchnąć w duchu: Ach, to pewnie o to chodziło! - i to nie raz, a kilka razy. Lubię zagadki. Zwłaszcza wielowarstwowe. A tu mamy tych warstw sporo: początkowo zniecierpliwienie, potem przekonanie, że chodziło o porządne odmalowanie realiów i uwypuklenie wpływu procesu na beztroskie życie Scout i Jema, potem, że pewnie też o wystrychnięcie czytelników na dudków i naprowadzenie ich na fałszywy trop... A na końcu wszystko to jeszcze raz zostaje spięte piękną, kompozycyjną klamrą. Czytałam tę książkę wszędzie: w autobusach, na przystankach, po kryjomu w pracy - i nawet walka z chorobą lokomocyjną, jaka dopada mnie przy czytaniu w pojazdach mechanicznych, nie zmniejszyła mojego zachwytu.


Sama historia jest, no cóż - pewnie, że smutna i niesprawiedliwa. Ale jednocześnie nie tak rozdzierająco smutna. Bo jednak Tom Robinson nie jest tu jedynym drozdem, a zarówno w zakończeniu, jak i we właściwie całej akcji powieści, jest wiele ciepła, nadziei i (to chyba najwłaściwsze słowo) nostalgii. W fabule zawarto ponoć wiele wątków autobiograficznych, więc nietrudno mi zrozumieć tę nostalgię za złotym, choć nieidealnym dzieciństwem...
Atticus sat looking at the floor for a long time. Finally he raised his head. 'Scout,' he said, '(...) can you possibly understand?'

Atticus looked like he needed cheering up. I ran to him and hugged him and kissed him with all my might. 'Yes sir, I understand,' I reassured him. 'Mr Tate was right.'

Atticus disengaged himself and looked at me, 'What do you mean?'

'Well, it'd be sort of like shootin' a mockingbird, wouldn't it?'
Jeszcze od strony językowej: czytałam powieść w oryginale i o ile ze zrozumieniem nie miałam problemów, o tyle wolę nie myśleć, ile wysiłku wymagało(by) porządne jej przetłumaczenie. Zwłaszcza dialogów. Ta lokalna gwara, to yonder zamiast there i cała masa innych dziwnych wyrażeń! Nie wiem, czy zachowanie tego w przekładzie jest w ogóle możliwe. Chętnie zerknęłabym sobie do polskiej wersji.

Na deser: jeden z moich ulubionych fragmentów (końcówka 23. rozdziału), w którym Scout i Jem próbują zrozumieć reguły rządzące światem dorosłych. Trochę przydługi, ale inaczej się nie dało:
Jem kicked off his shoes and swung his feet to the bed. He propped himself against a pillow and switched on the reading-light. 'You know something, Scout? I've got it all figured out, now. I've thought about it a lot lately and I've got it figured out. There's four kinds of folks in the world. There's the ordinary kind like us and the neighbours, there's the kind like the Cunninghams out in the woods, the kind like the Ewells down at the dump, and the Negroes.'

'What about the Chinese, and the Cajuns down yonder in Baldwin County?'

'I mean in Maycomb County. The thing about it is, our kind of folks don't like the Cunninghams, the Cunninghamd don't like the Ewells, and the Ewells hate and despise the coloured folks.'

(...)
'You know,' he said, 'I've seen Atticus tap his foot when there's fiddlin' on the radio, and he loves pot liquor better'n any man I ever saw -'

'Then that makes us like the Cunninghams,' I said. 'I can't see why Aunty -'

'No, lemme finish - it does, but we're still different somehow. Atticus said one time the reason why Aunty's so hipped on the family is because all we've got's background and not a dime to our names.'

'Well Jem, I don't know - Atticus told me one time that most of this Old Family stuff's foolishness because everybody's family's just as old as everybody's elses's. I said did that include the coloued folks and Englishmen and he said yes.'

'Background doesn't mean Old Family,' said Jem. 'I think it's how long your family's been readin' and writin'. Scout, I've studied this real hard and that's the only reason I can think of. Somewhere along when the Finches were in Egipt one of 'em must have learned a hieroglyphic or two and taught his boy,' Jem laughed. 'Imagine Aunty being proud her great-granddaddy could read an' write - ladies pick funny things to be proud of.'

'Well I'm glad he could, or who'da taught Atticus and them, and if Atticus couldn't read, you and me'd be in a fix. I don't think that's what background is, Jem.'

'Well then, how do you explain why the Cunninghams are different? Mr Walter can hardly sign his name, I've seen him. We've just been readin' and writin' longer'n they have.'

'No, everybody's gotta learn, nobody's born knowing'. That Walter's as smart as he can be, he just gets held back sometimes because he has to stay out and help his daddy. Nothing's wrong with him. Naw, Jem, I think there's just one kind of folks. Folks.'

Jem turned around and punched his pillow. When he settled back his face was cloudy. He was going into one of his declines, and I grew wary. His brows came together; his mouth became a thin line. He was silent for a while.

'That's what I thought, too,' he said at last, 'when I was your age. If there's just one kind of folks, why can't they get along with each other? If they're all alike, why do they go out of their way to despise each other? Scout, I think I'm beginning to understand something. I think I'm beginning to understand why Boo Radley's stayed shut up in the house all the time... it's because he wants to stay inside.'
Znamienne, że to Scout, młodsza od swojego brata, uznaje, że there's just one kind of folks. Stary, doświadczony przez życie, dwunastoletni Jem nauczył się już odrzucać takie samoistnie narzucające się myśli.

Dowiedziałam się parę dni temu, że istnieje również coś w rodzaju nieoficjalnej drugiej części pióra tej samej autorki. Znalazłam Go Set a Watchman w bibliotece i już czeka na mnie na półce. Ale to za chwilę. Musi grzecznie poczekać w kolejce, bo trochę mi się tego uzbierało...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails