niedziela, 11 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014! (i parę planów na 2015)



Późno, bo późno, ale nareszcie udało mi się znaleźć wolną chwilę, wykopać z kartonowych odmętów laptopa i nawet podłączyć się do internetu. Najwyższy czas na krótkie podsumowanie 2014 roku!

Zacznę od siebie, a jak ;).

Jeśli wierzyć filmwebowym statystykom, obejrzałam w 2014 roku 131 filmów. To dla mnie absolutny życiowy rekord. Wynika z tego, że oglądałam coś mniej więcej co trzy dni, nieraz nawet częściej - a zdarzało mi się nawet obejrzeć dwa filmy jednego dnia! Dla porównania dodam, że w całym moim 25-letnim życiu obejrzałam (znów, jeśli statystyka nie kłamie...) jakieś 517 filmów, więc 25% mojego całościowego filmowego doświadczenia pochodzi tyko z zeszłego roku. Szok.

Wśród tych 131 tytułów znalazło się sporo bardzo dobrych pozycji, o których aż przyjemnie jest myśleć. O większości z nich pisałam na bieżąco i nie widzę potrzeby rozpisywania się o nich drugi raz - a zresztą, tyle ich było i to tak różnorodnych, że nie jestem w stanie wytypować tu kilku najlepszych "polecanek". Najwyższe noty, bo aż 9,5, otrzymały dokumentalny I Am i About Time, który - wbrew infantylnemu polskiemu tytułowi (Czas na miłość - bo Kwestia czasu na przykład byłaby już zbyt pomysłowa...) - nie jest lekką, głupiutką komedią romantyczną; w zasadzie to prawie wcale nie jest komedią romantyczną, tylko pięknym filmem o docenianiu własnego życia i cieszeniu się każdą chwilą. Całkiem sporo filmów dostało też ósemki; z całej tej grupy pominęłam na blogu tylko Promised Land (2012), Lady (2011) i Bhutto (2010). Wszystkie trzy polecam: pierwszy powinien spodobać się miłośnikom ekologii, choć i reszcie może przypaść do gustu dzięki odrobinie thrillerowego zacięcia, dwa późniejsze to zaś portrety niesamowitych, odważnych kobiet, które nie wahały się zaryzykować własnego życia w walce o demokratyzację ojczyzny. 

Porażkami roku (chociaż jak na porażki to i tak nie jest tak źle; wszystkie trzy filmy dostały ode mnie czwórki, chociaż nie do końca wiem za co...) okazały się za to Immediately Afterlife (krótkometrażowy film z Troian Bellisario i Shay Mitchell; całkiem ciekawy, ale fatalnie zagrany...), Zen i niesławny Spacer w chmurach, który był tak przeraźliwie złym filmem, że do dziś nie mogę o nim zapomnieć ;). Po tym seansie zaczęłam odczuwać bliżej nieokreślone obawy na widok Keanu Reevesa na plakacie jakiegokolwiek filmu... Bardzo rozczarowało mnie też Wzgórze nadziei, czyli Cold Mountain, które ratują tylko dobrze ropisane wątki wojenne.

Generalnie jednak jest bardzo dobrze. Mam chyba nosa do filmów (albo dostatecznie dobrze poznałam już "swój" filmowy typ), bo naprawdę rzadko zdarza mi się seans, który w ogóle mnie nie satysfakcjonuje. 3 słabe filmy na 131 obejrzanych to chyba dość dobry wynik :).

Premiery roku 2014...


Do tej pory udało mi się obejrzeć niewiele tegorocznych premier, ale w większości były to filmy, które bardzo przypadły mi do gustu. Niechlubnym wyjątkiem są tu tylko Mapy gwiazd, zupełnie niepasujące do moich filmowych kryteriów, ale nawet w tym przypadku nie żałuję poświęconego filmowi czasu. Trudno mi wytypować najlepszy film z tej piętnastki, ale do ścisłej czołówki zaliczyłabym Boyhood, Początek i Zanim zniknę. Trochę niżej umieściłabym Sztukę spadania, Desert Dancer i Zaginioną dziewczynę, jeszcze niżej - Grand Budapest Hotel, Teorię wszystkiego, Czarownicę i Calvary. Ale różnice między tymi poziomami są naprawdę minimalne...


Dużo obszerniejsza jest moja lista tegorocznych filmów, które dopiero chciałabym obejrzeć. Poza tymi z powyższych plakatów marzy mi się również najnowsza Madame Bovary i The Keeping Room z Brit Marling. W ostatniej chwili wyrzuciłam z obrazka Grace, księżną Monako - mam coraz większe wątpliwości, czy powinnam się za tę biografię zabierać...

Oczywiście, nie wszystkie z tych filmów nęcą mnie równie mocno. Absolutnym Must see jest dla mnie Effie Gray; rodzinny dramat, prerafaelici i Dakota Fanning w tytułowej roli - to nie może się nie udać! Od dawna czekam też na japońską Zawsze wodę (czy raczej Drugie okno, gdyby wysilić się na tłumaczenie z oryginału, nie z angielskiego...) i Świętsze od aniołów z Brit Marling. Kuszą mnie też niemieckie Siostry i Schiller, a także francuska Szalona miłość, która - według opinii, które dotychczas czytałam - ma wyśmiewać romantyczne podwójne samobójstwa kochanków i przedstawiać je jako coś zupełnie sztucznego, pozbawionego realnego uczucia i rodzaj ówczesnej mody. Romantyzm jest od dawna moim najmniej lubianym okresem w literaturze, nigdy nie lubiłam jęczącego Wertera, a przez czwartą część Dziadów ledwo przebrnęłam, więc coś mi się zdaje, że mam szansę pokochać ten film ;). Moim najnowszym odkryciem są Tajemnice lasu, czyli Into the Woods. Trailer jest fantastyczny i nie mogę doczekać się filmu!


...i nadzieje na rok 2015



Nie odkryłam do tej pory zbyt wielu filmów, na których premiery czekałabym z utęsknieniem. Poza powyższą piątką ciekawi mnie jeszcze Milczenie Boga (ekranizacja Milczenia Shusaku Endo - wolałam Samuraja, ale ta powieść też była bardzo dobra) i Amerykańska sielanka (Ewan McGregor, Jennifer Connelly i Dakota Fanning w jednym filmie...?). Podejrzewam, że dopiero przy okazji kolejnego Berlinale lista znów stanie się tak długa, że przestanę za nią nadążać... Póki co jednak najbardziej kusi mnie chyba  Milczenie Boga i W głowie się nie mieści (trailer oglądałam już z 10 razy...). Marsjanina chętnie bym przeczytała, ale mam trochę wątpliwości, czy w wersji filmowej nie wyjdzie z tego zwyczajny film katastroficzny...

Ogółem na mojej liście filmów do obejrzenia znajduje się obecnie 513 pozycji. Bardzo chciałabym, żeby za rok było ich tam mniej, bo trochę mnie ta liczba przytłacza ;). Z drugiej strony, byłoby mi bardzo przykro, gdybym odkryła, że obejrzałam już wszystko, co mogłoby mnie zainteresować - więc może ta rozrastająca się lista nie jest niczym złym? Tyle intrygujących tytułów, pasjonujących historii przede mną...

Życzę Wam wszystkim (i sobie też, a co!) udanego (nie tylko) filmowego roku! :)

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe podsumowanie i planowanie w jednym :)
    Zazwyczaj nie lubię ich czytać, ale Ty ubrałaś to jakoś tak krótko i zwięźle, ale jednocześnie interesująco w słowa.
    Dzięki temu wpisowi dodałam kilka filmów do mojej listy "chcę obejrzeć". Najbardziej czekam na Effie Gray i Far from the Madding Crowd (mój kochany Thomas Hardy; polecam Ci miniserial BBC na podstawie jego powieści Tess of the D'Urbervilles).
    Poza tym oczywiście w 2015-tym będzie ostatnia część Kosogłosa. Nie mogę się doczekać i smutam, że to już koniec :(

    Poza tym niedługo będą nominacje do Oskarów, więc znowu będzie oglądanie i pisanie :D

    Aha i gratuluję filmwebowego wyniku :) Aż sama sobie sprawdziłam i mi wyszło 94 filmy w 2014 roku.

    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i nawzajem! 94 to też godny wynik :).

      Za tę Tess się zabieram, zabieram i obejrzeć jej nie mogę... Tkwi gdzieś tak na liście, obok tej pozostałej pięćsetki ;). Hardy'ego zupełnie nie znam, co mnie dosyć martwi, bo to jednak totalna klasyka i "wypadałoby", no ale... Jak bym nie próbowała, doba nijak nie chce się rozciągnąć i ciągle ma tylko 24 godziny ;). I, niestety, mój organizm potrzebuje min. 8 godzin snu, a najszczęśliwszy jest jak zafunduję mu 10, więc niewiele wolnego mi zostaje...

      Tych Oscarów to aż się boję, bo zaczęłam nową pracę i nagle wolnego czasu zrobiło mi się o tyle mniej - kiedy ja to wszystko obejrzę? :D Ale na pewno parę filmów mam już z głowy (na bank nominują, chociaż niekoniecznie jako najlepszy film, "Grand Budapest Hotel", "Zaginioną dziewczynę", "Boyhood", "Czarownicę", pewnie też "Mapy gwiazd", trzymam też kciuki za "Teorię wszystkiego" i Eddiego - póki co ten pan ma ode mnie osobistego Oscara :)). Ciekawa jestem, co do tego dorzucą. No i jeszcze "Idę" muszę obejrzeć, skoro nareszcie Polska ma szansę... Chociaż do polskiej kinematografii w ogóle mnie nie ciągnie, ech. Ciężkie jest życie kinomaniaka ;).

      Pozdrowienia! I koniecznie podziel się wrażeniami jeśli dorwiesz gdzieś Effie :).

      Usuń

Related Posts with Thumbnails