niedziela, 29 czerwca 2014

Filmowe Podsumowanie Półrocza: 2014 cz.1

Mam za sobą kolejny zupełnie nie-filmowy tydzień (niech ten Mundial się już skończy...! ^^) - a że mamy prawie idealnie połowę roku, postanowiłam wykorzystać tę niedzielę na małe filmowe podsumowanie. 

Minione sześć miesięcy było dla mnie absolutnie rekordowe. Nie tak dawno temu w ogóle nie lubiłam oglądać filmów i zdarzało mi się zobaczyć średnio jeden na dwa miesiące - więc 66 filmów, które (jeśli wierzyć mojej liście) obejrzałam od początku tego roku, nawet mnie samą wprawia w lekkie osłupienie :). Było wśród nich parę naprawdę ciekawych pozycji i pomyślałam sobie, że dobrze byłoby je tu wyróżnić i jeszcze raz zareklamować. Niekoniecznie chodzi mi o filmy, którym przyznałam najwyższe oceny. Bardziej o te, które (co dopiero teraz, po upływie pewnego czasu, mogę stwierdzić...) z tego czy innego powodu zostały mi w głowie. Jednym słowem, o wyborze decydowało li i jedynie moje widzimisię ;).


Na poprawę humoru

 


Zaczęłam rok od bardzo dobrego To właśnie miłość, czy raczej About Time, które - wbrew polskiemu tytułowi - okazało się wcale nie komedią romantyczną, a ciepłą i krzepiącą historią o uniwersalnej miłości i docenianiu każdej chwili swojego życia. 
Podobnie budująco zadziałał na mnie przepiękny dokument I Am - póki co jedyny film na moim blogu, któremu udało się przekroczyć magiczną barierę ośmiu gwiazdek. 
Z ostatnich odkryć dopisałabym do tej listy Sztuki wyzwolone (Liberal Arts), choć pojawia się w nich też lekka nuta nostalgii, która mnie akurat wprawia w niekoniecznie dobry humor. 
A skoro już przy tym jestem...

Z nutką nostalgii

 


Bardzo mocno odbieram wszystkie te filmy, których bohaterowie kończą właśnie szkołę i szykują się do studiowania, co wiąże się przeważnie z olbrzymią życiową zmianą. Doskonale pamiętam to uczucie: z jednej strony wielka ekscytacja i poczucie, że życie stoi przed tobą otworem, że możesz zrobić z nim wszystko, cokolwiek zechcesz, że dopiero teraz, na dobrą sprawę, wszystko się zaczyna... A z drugiej strony ta męcząca świadomość, że to wszystko, co dzieje się teraz - licealne przyjaźnie, ostatnie dni w szkole - jest tymczasowe, bez przyszłości, że nieuchronnie musi albo mocno się zmienić, albo w ogóle zniknąć. Pamiętam dobrze tamten smutek i popędzanie ślamazarnego czasu, a jednocześnie część mnie bardzo chciałaby do tego wrócić, mieć znów przed sobą te oszałamiające perspektywy...
Do powrotu myślami do maturalnych czasów zmusiły mnie nie tylko Sztuki wyzwolone, ale też - nawet bardziej - Charlie, czyli The Perks of Being a Wallflower. O tym drugim nigdy akurat niczego nie napisałam, ale cały poprzedni akapit jest podsumowaniem tego, co najmocniej do mnie w tym filmie przemówiło. Plus całkiem niezła rola Emmy Watson, której udało się być Sam na tyle, że nawet nie dziwiło mnie, jak Hermiona może mieć problemy z nauką...

Dokumentalnie

 


Najlepszym dokumentem minionych sześciu miesięcy było bez wątpienia I Am. Piękny, wzruszający i z chęcią obejrzę go jeszcze raz, kiedy za bardzo stracę wiarę w ludzi. Na drugim miejscu plasuje się zupełnie nie budujący, ale ważny i bardzo ciekawy Blackfish. Tata (któremu wierciłam dziurę w brzuchu tak długo, aż w końcu też ten film obejrzał...) marudził na sam styl dokumentu - zbyt statyczny, przegadany, czyli tzw. "gadające głowy" - ale mi to w ogóle nie przeszkadzało. Mądrze gadające głowy przyjemnie się ogląda ;).

Troszkę psychodelicznie

 


Mocno wryło mi się w pamięć Miasto ślepców (Blindness) - film jednocześnie sterylny i brutalny, trudny do jednoznacznego zinterpretowania, który w pierwszej chwili wcale szczególnie mnie nie zachwycił, a jednak wciąż raz po raz o nim myślę. "Psychodeliczny" to najlepsze określenie, jakie przychodzi mi tu do głowy. Nieczęsto oglądam filmy tego rodzaju, ale raz na jakiś czas nabieram ochoty na coś bardziej niepokojącego - i Miasto ślepców dobrze się w tę kategorię wpasowało. Póki co niepokojących filmów mam dość, ten mi wystarczył...

Obyczajowo i spokojnie


Nie lubię słowa "dramat", bo brzmi właśnie tak... dramatycznie. Jakby reżyser prezentował tragedię po tragedii. A przecież to, że film pokazuje małe dramaty ludzkiego życia, nie znaczy jeszcze, że sam w sobie jest dramatyczny. Wolę mówić o "filmach obyczajowych", nawet jeśli kończy się to wrzucaniem do tego worka prawie wszystkiego...


Takim właśnie dobrym, obyczajowym filmem była nominowana do Oscara Nebraska. Spokojna, momentami ironiczna i nieraz zabawna. Bardzo podobały mi się też obejrzane niedawno Medianeras, które z czystym sumieniem mogę dopisać do listy ulubionych filmów. Och, i Wszystko jest iluminacją - tu już więcej jest parodii i tragedii niż spokojnego realizmu, ale to tylko działa na jego korzyść. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów ostatniego półrocza.


Sporo tu też kina azjatyckiego. W pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl tajwańskie Jedz i pij, mężczyzno i kobieto. I, oczywiście, mój nowy ulubiony reżyser, czyli Hirokazu Koreeda. Zarówno jego Aruitemo, aruitemo jak i Kiseki to wspaniałe filmy, a ich oglądanie było dla mnie czystą przyjemnością. Poluję na najnowsze Jak ojciec i syn, a na parapecie czeka na mnie pożyczone Wonderful Life :).



I to na tyle. Nie żeby pozostałe filmy mi się nie podobały - ale jakoś bledną przy tych kilku, które tu wymieniałam. Moich półrocznych ulubieńców z całego serca polecam!

Do usłyszenia za tydzień - a może i szybciej :).

2 komentarze:

  1. Uwielbiam podsumowania (czytać, bo sama nie umiem ich pisać ^^), a Twoje jest oryginalne i bardzo ciekawe :)
    Muszę wreszcie obejrzeć Blindness, bo się przymierzam, przymierzam i przymierzyć nie mogę.
    About Time i Blackfisz to każdy w swoim gatunku świetny film. Myślę, że wręcz wyznaczają poziom i standardy dla swoich następców. W Blackfish gadające głowy muszą być, bo to w końcu dokument. Mój Tata też tego nie lubi ;)
    Chciałam obejrzeć Medianeras i Still Walking, ale nie mogłam znaleźć angielskich napisów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To moje pierwsze i nie bardzo wiedziałam, jak się do niego w ogóle zabrać, więc tym bardziej się cieszę, że Ci się podobało :).

      'Medianeras' prościej znaleźć jako 'Sidewalls' - o, na przykład tu: http://www.solarmovie.tl/watch-sidewalls-2011.html . Z 'Aruitemo...' jest zresztą tak samo, pojawia się (jeśli już) jako 'Still Walking'. Znowu na solarce: http://www.solarmovie.tl/watch-still-walking-2008.html . Link z Sockshare działa, sprawdziłam :).

      No pewnie, że muszą być! A tata marudzi, że to przecież film, więc powinno być bardziej dynamicznie, powinni zdobyć więcej oryginalnych materiałów, a nie tylko o tym opowiadać etc, "no ale Amerykanie lubią tak kręcić" :P. Ja tam nawet nie zwróciłam na to uwagi :).

      Pozdrowienia! :)

      Usuń

Related Posts with Thumbnails