poniedziałek, 12 maja 2014

Eurowizja 2014

Dla wielu - może nawet większości - Eurowizja to kicz nad kicze. Najlepiej w ogóle jej nie oglądać, a jak już popełni się tę gafę i obejrzy, to wypada przynajmniej nie przyznawać się do tego w towarzystwie. Wobec tego popełnię pewnie kulturalne samobójstwo jeśli napiszę, że nie tylko Eurowizję oglądam, ale też lubię. No, bez przesady - nie wygrzebuję z internetu archiwalnych edycji, nie muszę jej koniecznie obejrzeć, bo inaczej świat się zawali - ale to był już chyba czwarty czy piąty raz, kiedy dobrowolnie siedziałam do nocy, wysłuchując lepszych i gorszych piosenek. Szkoda by mi było niczego o tym nie napisać.

Nie wiem, czy to ja się zmieniłam, czy sam konkurs, ale w tym roku po raz pierwszy patrzyłam na całą tę imprezę jak na jedną wielką międzynarodową zabawę. Wszystko jedno kto wygra, nieważne czy kraje będą przyznawały punkty tylko swoim sąsiadom. Wspaniałe jest w tym to, że na scenie pojawiają się artyści z całej Europy, że pod sceną kłębi się wielokulturowy tłum, że widzowie z 37 krajów oglądają te same występy. Ba - nie mogą głosować na własny kraj, więc muszą nawet zwalczyć swój nacjonalizm i przyznać, że ktoś z zagranicy też może całkiem nieźle sobie radzić!

Pierwszy raz obejrzałam Eurowizję jakoś we wczesnym liceum czy późnym gimnazjum. Już wtedy podobała mi się sama idea, za to muzycznie... No cóż, "zjadliwe" to chyba najlepsze określenie, jakim mogłabym to określić. Po kolejnym roku dałam sobie spokój i wróciłam do Eurowizji dopiero na studiach, bodajże na drugim roku. Rozkładałyśmy się ze współlokatorką na kanapie w moim pokoju, włączałyśmy prawie nieużywany telewizor i zaśmiewałyśmy się z tekstów polskiego komentatora (Jak państwo widzą, Rosjanie robią wszystko, co mogą, żeby nie wygrać w tym roku Eurowizji. Gdyby to zrobili, Rosja nigdy by im tego nie wybaczyła, bo ostatnia impreza kosztowała ich 40 milionów euro). Ze zdziwieniem odkryłam wtedy, że w eurowizyjnej muzyce coś się zmieniło. Może to zasługa Rybaka, który zaprezentował coś innego niż wcześniejsze umc-umc-umc-umc? Nie wiem, ale naprawdę dało się tego słuchać. Niektóre z tych kawałków nawet ciągle pamiętam.

Nie zrozumcie mnie źle: większość eurowizyjnej muzyki jest tandetna, kiczowata, wtórna etc. Ale nie cała. Na tym właśnie polega cała zabawa: żeby spośród dwudziestu dwóch co najwyżej przeciętnych piosenek wyłowić te cztery, które są warte poświęcenia im wolnego wieczoru...

Nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby wygrał mój faworyt. W tym roku zwyciężyła niejaka Conchita Wurst, na którą pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi, gdyby nie jej broda. Sprawiła przemiłe wrażenie, wzruszyło mnie jej wzruszenie po zwycięstwie, głos też ma mocny, dobry - ale sama piosenka niczym nie wyróżniała się spośród innych power ballads. Mąż przebąkuje coś o Jamesie Bondzie i faktycznie, jakieś podobieństwo do bondowych piosenek tam słychać; sęk w tym, że ja akurat niespecjalnie je lubię. Szczerze wątpię, czy Conchita Wurst bez brody (albo Thomas Neuwirth z brodą...) wygrałaby tegoroczną Eurowizję. Nie żeby takie gdybanie miało jakikolwiek sens ;).

Ach, no tak - powinnam pewnie napisać jeszcze coś o Donatanie. Ekhm, no cóż. Ludziom się podobało. Mnie ta piosenka też w sumie dosyć bawi, ale nie wydaje mi się, żeby wysyłanie jej na Eurowizję było szczególnie mądre. Kobiety ze "Wschodu" (Niemcy są pod tym względem niereformowalni - wszystko na wschód od nich to "Europa Wschodnia", Środkowa w ogóle nie istnieje...) mają tu i ówdzie nie najlepszą opinię i obawiam się, że tego typu występy mogą umacniać takie krzywdzące stereotypy. Oczywiście wytrwale trzymałam za Polskę kciuki, ale ewentualne punkty komentowałam radosnym: Woo hoo! Boob points! Najlepsze (albo i najsmutniejsze, zależnie od punktu widzenia...) jest to, że taktyka "na cyca" naprawdę zadziałała. Które to my miejsce zajęliśmy? Czternaste? Od lat nie mogliśmy tego dokonać... A wystarczyło pomachać biustami!

A co, poza biustami i Kiełbasą, zapamiętam z ostatniej Eurowizji?

Mój typ - Szwajcaria (cytując małżonka: He's playing the Rybak card...):


Typ męża - rodzinny zespół z Malty:


Przyjemna ballada country z Holandii (12 punktów od Polski!):


Zaskakująco dobry zespół z Niemiec. Dzień wcześniej słyszałam tę piosenkę w radiu i byłam przekonana, że to Pink...


A na koniec niezbyt oryginalna (tytuł - Cliche Love Song - mówi sam za siebie), ale na swój sposób urocza piosenka z Danii. Bardzo Bruno Mars style:


3 komentarze:

  1. Lubię oglądać Eurowizję i się tego nie wstydzę. Wciągnęłam się od czasów, kiedy wygrało Lordi i wtedy zrozumiałam, że to jedna wielka zabawa i nie ma się czego spodziewać poza mało skomplikowaną rozrywką. Tak, jak wspomniałaś co roku z tych dwudziestu kilku piosenek wpadnie w ucho jedna, albo dwie perełki i to właśnie dla nich się ogląda.
    W moim przypadku zakochałam się w Children of the Universe (Wielka Brytania). To był świetny występ, bardzo dobra piosenka pop (a to się ostatnio rzadko zdarza) i Molly ma niezwykłą świadomość sceny i na pewno będę śledzić jej karierę.
    Szwajcaria też mi się podobała (już na półfinałach). Bardzo optymistycznie, świeżo, fajnie i po prostu miło. Holandia też pokazała piosenkę na poziomie.
    Reszta jakoś mnie nie zainteresowała. Pan(i) z brodą wykonała całkiem przeciętną piosenkę, ale ma dobry głos no i jest bardzo kontrowersyjna, a Eurowizja to lubi. Poza tym rozczulił(a) mnie swoim wzruszeniem po wygranej :)

    Polska też mi się podobała. Cenię Donatana za to, że stara się, aby nasza "słowiańskość" znowu była w modzie. Niesamowicie fascynująca społeczność i nasi przodkowie zostali olani przez historię (bo liczy się tylko to, co po chrzcie), a także przez nas, bo przecież wszystko jest lepsze, co "zachodnie". Lubię jego płytę "Równonoc", lubię głos Cleo (chociaż w teledyskach trochę przekombinowany) i nie widzę nic złego w pięknych dziewczynach.

    Fajnie, że miałam się komu eurowizyjnie wygadać, bo moi bliscy i znajomi nie oglądają ;)

    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy polski komentator też o tym wspomniał, ale dla Molly to był w ogóle pierwszy występ na żywo. Byłam zaskoczona, że tak dobrze sobie poradziła. Miała trochę pecha, że występowała jako ostatnia - wiadomo, ludzie się już nasłuchali, jest późno, są trochę zmęczeni, a telewidzowie (np. ja ;)) czekają, kiedy wreszcie się to skończy i będą mogli iść do toalety ;). Podobał mi się jej występ, ale jakoś niezbyt go zapamiętałam... Najbardziej utkwiła mi w głowie jej henna na rękach ^^.

      O pani z brodą mam to samo zdanie. Po Michale Szpaku z X Factora nieufnie podchodzę do takich "kontrowersyjnych" artystów.

      Słowiańskość też lubię, pewnie, ale takie ostentacyjne epatowanie seksualnością to już trochę inna sprawa ;). Nawet nie chodzi o te biusty, bardziej o to JAK to było zaprezentowane. Mnie to, jak wspomniałam, całkiem bawi (trochę kojarzy mi się z tym: http://www.funnyordie.com/videos/234045cdb7/monty-python-tale-of-sir-galahad-from-montypythonfan ^^), ale trochę boję się, że to umocni stereotyp puszczalskiej Słowianki. Wolałabym, żeby ludzie z Zachodu mieli jednak inne skojarzenia ze słowem "Polka" (zwłaszcza, że to mnie bardzo bezpośrednio dotyczy :)).

      Usuń
    2. Nie miałam pojęcia, że to pierwszy występ Molly na scenie! Przecież ona się zachowywała, jakby robiła to od lat! Zwierzę sceniczne w takim razie ;)

      Mi tam piękne kobiety nie przeszkadzają. Ich seksualność też nie. Nie podoba mi się to, że taka Rihanna, czy inna Beyonce wykonuje ruchy kopulacyjne w teledyskach i to jest cool i fajne, a jak nasze pokażą kawałek cycka, czy tyłka to to już jest seksizm. Stereotypowa "łatwa Polka" nie wzięła się niestety z powietrza, ale nie różni się niczym od stereotypowej Angielki na imprezie, które zachowują się koszmarnie. Donatan chciał wzbudzić kontrowersje i je wzbudził. Po prostu pan(i) z brodą go przebiła i lepiej wbiła się w trend tolerancji :)

      Usuń

Related Posts with Thumbnails