środa, 21 maja 2014

Eleonora Hummel, 'In guten Händen, in einem schönen Land' ("W dobrych rękach, w pięknym kraju")

4,5/6

Należę do największych szczęściarzy w sierocińcu. Moja matka nie jest zmarła ani zaginiona. Żyje. Zrobiła tylko coś złego. Dlatego nie może być ze mną. To jej kara, nie moja.

Parapet jest miejscem życzeń. Nie wolno się tam wałęsać ani tym bardziej na nim siadać. Jeśli przejedzie się ręką po obdrapanej farbie, pod skórę zaraz wbijają się drzazgi.

Staję przy parapecie tylko wtedy, kiedy nie ma w pobliżu żadnej z opiekunek. Jeśli mimo to mnie nakryją, udaję, że wypatruję deszczu albo śniegu. Chociaż każdy wie, że pogoda nie interesuje nikogo, kto stoi przy oknie. Ale i tak można tak twierdzić. Wówczas opiekunki fukają na mnie trochę, bo mogłabym się przeziębić. Przez szpary w oknie wieje. Czuję na palcach zimne podmuchy wiatru, ale jeszcze nigdy się od tego nie zaziębiłam. W ogóle nie zwracam też uwagi na palce, tylko na oczy. Wypatrują przez szybę i jeszcze nigdy nie zobaczyły nikogo, kto przyszedłby tutaj, żeby odebrać dziecko.

A przecież musi się to zdarzać. Czasami. Rzadko. Tak rzadko, że aż niezauważenie. Może przychodzą, kiedy jest ciemno albo istnieje jakieś tajemne wejście. Wtedy to czekanie przy parapecie idzie, rzecz jasna, na marne.

Wiem, że moja matka nie przyjdzie. Na nią nie czekam, tak jest lepiej. A jeśli któregoś dnia jednak przyjdzie - przecież nie jest martwa i wiem nawet, gdzie mieszka - zapytam ją, dlaczego wcześniej nie pomyślała o swoim dziecku, dawno temu, kiedy wykroczyła przeciwko przepisom. To wyjaśniła mi Maria Stiepanowna, moja ulubiona opiekunka. Twoja matka nie przestrzegała przepisów, powiedziała. Mimochodem, tak jak mówi się o pogodzie.

Nie wierzę, że moja matka miała złe zamiary. Może nie jest po prostu zbyt rozsądną kobietą. W żadnym wypadku nie tak rozsądną, jak ja. Czasami Maria określa ją jako "krnąbrną osobę". To coś takiego jak "niepoprawna". Brzmi niespokojnie. Jakby moja matka była zagrożeniem, przed którym Maria mnie ostrzega. Jej słowa tkwią w mojej głowie, rozrastają się w niej niczym pleśń w słoiku z marmoladą, mimo że próbuję myśleć o czymś przyjemniejszym.*
 
Minęło już tyle czasu odkąd zaczęłam czytać powieść Eleonory Hummel, że zwątpiłam, czy w ogóle ją skończę. Jak widać, udało mi się - i jestem z siebie niesamowicie dumna. To moja pierwsza książka w życiu przeczytana po niemiecku. Wprawdzie zajęło mi to dobre cztery miesiące i spowodowało olbrzymi zastój w kolejce książek do przeczytania... Ale skończyłam, zrozumiałam, jutro oddam książkę do "biblioteki" i NARESZCIE zacznę nadrabiać czytelnicze zaległości. Półki już patrzą na mnie z wyrzutem. A w dodatku niedawno przyszły do mnie trzy nowe tytuły...

W dobrych rękach, w pięknym kraju to opowieść o trzech kobietach żyjących w Związku Radzieckim: Olessii, Wiktorii i Ninie. Pierwsza z nich jest (byłą) więźniarką polityczną, pochodzącą z włoskiej szlachty, wyróżniającą się przez obco brzmiące nazwisko i skazaną za szpiegostwo. Druga to jej córka, odseparowana od matki jako małe dziecko i od tamtej pory błąkająca się po sierocińcach. Trzecia, Nina, to przyjaciółka Olessii z łagru, która wcześniej od niej wyszła na wolność i na jej prośbę usiłuje odnaleźć Wiktorię. Ma zapewnić ją, że matka za nią tęskni i na pewno po nią przyjdzie, a zanim to nastąpi podtrzymywać dziewczynkę na duchu. Ale Nina też ma swoją bolesną historię. Wika staje się dla niej jedynym sensem życia - i kiedy Olessia wreszcie wychodzi na wolność, Nina wcale nie zamierza zniknąć z życia dziewczynki...

Moja (powiedzmy) szefowa poleciła mi tę książkę ze względu na fragmenty, w których autorka opisuje historie obu więźniarek. Zarówno Olessia, jak i Nina często wspominają przeszłość, wydarzenia, które doprowadziły do ich aresztowania oraz samą łagrową rzeczywistość. Mnie te wspomnienia jakoś nie porwały. Chyba każdy ma jako-takie pojęcie o tym, co się tam działo i wie - albo przynajmniej się domyśla - że nie było to nic przyjemnego. Powieść Eleonory Hummel nie wniosła wiele nowego do mojego obrazu radzieckich łagrów. Nie mówiąc już o tym, że ciężko było mi przebrnąć przez te opisy...

Dużo bardziej zaciekawił mnie wątek relacji między trzema bohaterkami. Do końca nie udało mi się porządnie polubić Niny i cieszyłam się z każdego przejawu pogłębienia więzi między Wiką a Olessią. Idzie im to jak po grudzie, bo Wiktoria, która nie do końca rozumie, co właściwie wydarzyło się, kiedy była małym dzieckiem, ma do matki olbrzymi żal - a Olessia nie bardzo potrafi przebić się przez tę jej skorupę niechęci. Samej Olessii było mi strasznie żal i do końca miałam nadzieję, że córka wreszcie ją zrozumie, bo po wszystkim, co przeszła, zwyczajnie jej się to należało. Notabene, sama Eleonora Hummel przyznała na zeszłotygodniowym spotkaniu autorskim, że najtrudniej było jej wczuć się właśnie w postać Olessii. Stąd też dość ciekawy zabieg stylistyczny zastosowany w powieści: fragmenty Wiki pisane są w pierwszej osobie, Niny - w trzeciej, a Olessii - w drugiej. Autorka uznała, że nie potrafi wiarygodnie udać tej ostatniej i pisać o niej jako "ja"...

Mimo współczucia dla Olessii moje serce skradła przede wszystkim Wiktoria. Znów dochodzi do głosu moje uwielbienie dla dziecięcego postrzegania świata i tego cudownego braku zadziwienia. Wiktorii nie przeszkadza deficyt masła, spanie w jednym pokoju z tabunem innych dzieci ani brak ogrzewania. Tak jest i już, nad czym się tu roztkliwiać...? Nawet jeśli brakuje jej tego i owego, nawet jeśli nikt nie chce wyjaśnić jej, co właściwie zrobiła jej mama, dziewczynka i tak wierzy, że jest w dobrych rękach, w pięknym kraju.

Ciężko mi ocenić tę powieść. Na mój odbiór w pewnością rzutują moje (wciąż nie tak dobre jak bym chciała) umiejętności językowe - niektóre akapity musiałam czytać po trzy razy, żeby zrozumieć, o co w ogóle chodzi... Nie mam też żadnego porównania z innymi niemieckimi powieściami. Język wydał mi się ładny, zdania płynęły, historia też mnie zainteresowała. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś wpadnie na pomysł przetłumaczenia jej na polski - wtedy będę mogła zachęcać Was do biegu do biblioteki :).


* Tłumaczenie własne. Mistrzem niemieckiego nie jestem, więc wybaczcie ewentualne pomyłki :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails