środa, 8 lutego 2012

Pożegnania // Okuribito

 
8/10

Tytuł japońskiego filmu Okuribito, zdobywcy Oskara z 2009 w kategorii "najlepszy film nieanglojęzyczny", ciężko przetłumaczyć sensownie na język polski. Sami Japończycy zapisują go hiraganą, czyli jednym z dwóch alfabetów sylabicznych (znaczy: znaki nie niosą znaczenia, a jedynie informację fonetyczną, czyli nijak nie pomaga to w rozszyfrowaniu tytułu). Mi, orientującej się w miarę w języku japońskim, natychmiast po usłyszeniu tytułu pojawiło się przed oczami (chyba słusznie) słowo: 送り人. Okuribito. Okuri (送り) - odprowadzać oraz hito (人) - człowiek. Człowiek, który odprowadza. Bardzo pasujący tytuł, choć trudny do przełożenia. Ale tym razem tłumacze poradzili sobie bardzo dobrze i zarówno angielskie Departures, jak i polskie Pożegnania całkiem nieźle oddają treść filmu...

Głównym bohaterem jest Daigo Kobayashi (Masahiro Motoki), wiolonczelista, który już w pierwszych minutach filmu traci pracę. Mimo że żona, Mika (Ryoko Hirosue), optymistycznie radzi mu, aby poszukał zatrudnienia w kolejnej orkiestrze, Daigo postanawia całkowicie zerwać z dotychczasowym życiem. Sprzedaje horrendalnie drogą wiolonczelę i wyprowadza się do domu na prowincji, który odziedziczył po matce. Mika zastanawia się nad reaktywowaniem restauracji, którą prowadził dawniej ojciec Daigo, a po jego odejściu do innej kobiety - matka. Sam Daigo natomiast postanawia odpowiedzieć na dość enigmatyczne ogłoszenie w gazecie, którego autorzy poszukują "osoby pomagającej w podróżach".

Już w pierwszych sekwencjach filmu widać, że Daigo zdecydowanie nie pracuje jako pilot wycieczek. W treść ogłoszenia wkradł się błąd: przez pomyłkę "połknięto" jeden znak i "podróże" zastąpiły "przeprawianie na tamten świat". W rzeczywistości nowa praca Daigo ma polegać na odprawianiu ceremonii pogrzebowych: myciu zmarłego, ubieraniu go w piękne kimono i malowanie go tak, aby wyglądał równie pięknie jak za życia. Wszystko to w precyzyjny, elegancki sposób... 
Początkowo Daigo próbuje utrzymać swoją pracę w tajemnicy. Jednak im dłużej pracuje, im więcej ceremonii odprawia, tym bardziej rozpoznawalny się staje. W końcu również najbliżsi Daigo odkrywają wstrząsającą prawdę - i nie są nią zachwyceni. Jest w Japonii parę zawodów, których nie wypada uprawiać, a wszelkie prace wymagające kontaktu ze zmarłymi zajmują wśród nich poczesne miejsce. Zmarły znaczy skażony, nieczysty, w pewnym stopniu wręcz przeklęty. Osoba, która się nimi zajmuje, sama również staje się nieczysta. Mi, jako Europejce, przedstawione w filmie reakcje Japończyków wydały się początkowo przesadzone; dopiero kiedy przypomniałam sobie o stosunku Japończyków do śmierci zaczęłam rozumieć ich zachowanie... Przynajmniej trochę.

O czym właściwie są Pożegnania? Myślę, że o przełamywaniu uprzedzeń, o równości wobec śmierci i jej nieuchronności, ale jednocześnie o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, którego nie da się znaleźć odcinając się od korzeni. Problem podejścia rodziny i przyjaciół głównego bohatera do jego pracy przeplata się ze wspomnieniami o "paskudnym ojcu", który opuścił rodzinę. Daigo utrzymuje, że go nie znosi, nie zależy mu na nim, nawet nie pamięta już jego twarzy - a jednocześnie wpatruje się melancholijnie w "kamienny list", który dostał od niego w dzieciństwie i wspomina o nim zdecydowanie zbyt często jak na człowieka, któremu "nie zależy".

Bardzo dobry film. Spokojny i powolny - co nie wszystkim musi akurat odpowiadać. Mi ta powolność nie przeszkadzała i nie nudziłam się na nim ani przez chwilę; patrzyłam tylko jak zahipnotyzowana w ekran... Bo Pożegnania są, pomijając już warstwę fabularną i aktorstwo (tu się nie będę wypowiadać - jak mówiłam już ze sto razy, nie znam się. Nie zgrzytało, ale też nie zachwyciło), ładne. Bardzo estetyczne. A jeśli i tego byłoby za mało, to dochodzi jeszcze wspaniała muzyka... Choć Daigo szybko rezygnuje z pracy w orkiestrze, to od czasu do czasu wyciąga z szafy swoją dziecięcą, małą wiolonczelę. Jej dźwięki są podstawą podkładu muzycznego całego filmu. Jeśli ktoś lubi muzykę klasyczną (ja lubię :)), będzie zachwycony.



Ode mnie ósemka. Mój tata - udało nam się w końcu obejrzeć film razem - wystawił siedem. Być może, wbrew pozorom, mam jednak jakąś większą sympatię dla Japonii i japońskiego...? :)

1 komentarz:

  1. Dobry film. Może nie wybitny, ale dobry.
    Tak, muzyka zachwyca (*___*)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails