środa, 15 lutego 2012

Miura Kiyohiro, "Nasz syn zostaje mnichem"

Moja ocena: 5/6
Uważam, że mnich ma do wyboru dwie drogi, którymi może pójść. Jedna to zostać "ważnym mnichem". Druga to zostać "wspaniałym mnichem". Ten pierwszy pnie się coraz wyżej w hierarchii mnisiej, zajmuje ważne stanowiska w administracji świątynnej. A "wspaniały mnich" skupia się całkowicie na praktykach ascetycznych, stawia sobie wyższe cele. A pan co by wybrał?
Cieniutka książeczka. 107 stron. Z jednej strony szkoda, bo czyta się to bardzo dobrze i chętnie dowiedziałabym się czegoś jeszcze o rodzinie państwa Kimurów. Z drugiej - to jedna z zalet tej króciutkiej powieści, która właśnie dzięki temu zachowuje swoją lekkość i nutę niedopowiedzenia (co jest zresztą standardem w prawie całej literaturze japońskiej). Dobra lektura na wolny, spokojny wieczór.

Przedstawiona w powieści historia jest bardzo prosta. Japońskie małżeństwo, które przez jakiś czas mieszkało w Ameryce, wraca do Japonii i odkrywa w pobliżu domu zapomnianą świątynię zen. Mężczyzna zaczyna uczestniczyć w cotygodniowych medytacjach. Nigdy nie proponuje żonie, żeby poszła razem z nim; żona zaszywa się więc w domu, sprzątając, zajmując się dwójką dzieci i pogrążając się w poczuciu niezadowolenia. Niedziele powinno się spędzać z rodziną, wspólnie; tymczasem jej mąż znika z domu na cały dzień, zostawiając wszystko na jej głowie. Po którejś kłótni z tego gatunku mężczyzna, chcąc odciążyć żonę, proponuje synowi, aby poszedł razem z nim na medytacje. Chłopiec ochoczo się zgadza i, ku zdumieniu ojca, z własnej woli co tydzień towarzyszy mu w świątyni. Aż pewnego dnia oświadcza, że gdy dorośnie, zostanie mnichem...

Początkowo ojciec nie bierze słów syna na poważnie. Chłopiec jest dopiero w szkole podstawowej, w dodatku naoglądał się anime o buddyjskim mnichu, dorośli są więc przekonani, że to tylko chwilowa zachcianka. Jedynie mniszka ze świątyni nie traktuje decyzji chłopca z pobłażaniem. Jednak nawet ona przyznaje, że za szybko na takie decyzje i trzeba poczekać, aż chłopiec trochę dorośnie. Rodzice - zwłaszcza matka - wcale nie chcą, żeby ich syn został mnichem i liczą po cichu na to, że zapomni o tym pomyśle. Jednak kiedy chłopiec idzie do gimnazjum, w którym zaprzyjaźnia się z niewłaściwymi osobami i zaczyna sprawiać problemy wychowawcze, sami proszą mniszkę o pomoc w przeniesieniu syna do szkoły buddyjskiej. Nawet, jeśli miałoby to oznaczać, że młody Ryota naprawdę zostanie mnichem...

Książka jest bardzo krótka, ale skłania do refleksji. Początkowo prosta sprawa - mały Ryota chce zostać mnichem - z czasem staje się problemem, punktem zapalnym, w którym każdy ma swoje racje i trudno osądzić, kto naprawdę jest dobrym człowiekiem, a kto wykorzystuje naiwność innych. Dlaczego właściwie Ryota został mnichem? Czy był to wybór jego samego, rodziców, czy sprytna gra mniszki, poszukującej następcy?

Dla mnie "czarnym charakterem" tej powieści jest mniszka. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to ona była sprężyną wszystkich wydarzeń w życiu rodziny Kimurów i podstępnie odcięła Ryotę-Ryokaia od jego własnych rodziców. "Dobrym człowiekiem" jest dla mnie natomiast ta, która najbardziej na tej grze ucierpiała: matka Ryoty, która straciła syna. Ciężko powiedzieć coś o samym Ryocie, który rzadko kiedy w ogóle się wypowiada. A narrator, ojciec chłopca? Cóż - dla mnie był dość bezpłciowy, płynący z prądem, nie umiejący sterować własnym życiem. Wszystkie wydarzenia działy się jakby obok niego i nawet jeśli wywoływały w nim jakieś uczucia, to i tak nic z tego nie wynikało...
Ja zaś, patrząc na syna w białych szatach, miałem uczucie, że odszedł do świata, do którego rodzice nie mają dostępu. Miałem wrażenie, że stało się to za szybko, że jest jakieś nierzeczywiste. Czy naprawdę w ten sposób zerwane zostały więzy rodzice-dziecko? Czy te więzy były aż tak ulotne? "Dziękuję, ojcze". "Dziękuję, mamo". Czy tych kilka słów przekreśliło wszystko, co było do tej pory? Czym  był zatem stosunek rodzice-dziecko? Czym jest? Czyżby to była tylko iluzja?
Ale to tylko moje odczucia. Być może wcale niezgodne z intencją autora. W każdym razie - bardzo podoba mi się w tej powieści to, że nie jest jednoznaczna i czarno-biała...

Na koniec krótki cytat, który nijak ma się do treści książki, ale wyjątkowo mi się spodobał:
Miasto ma w swej konstrukcji jakiś zalążek samotności, nawet jeśli bardzo się starasz być z kimś blisko, zawsze czujesz, jak pomiędzy was wkrada się chłód, a po rozstaniu przytłaczają cię bezlitośnie szare, cementowe ściany.

2 komentarze:

  1. Oooo, widzisz, a ja szukam tej książki _^_
    Dziękuję za wyczerpującą recenzję xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj właśnie dostałam newslettera z wydawnictwa Dialog, w którym jest "Nasz syn zostaje mnichem", i to po promocyjnej cenie. Mniej niż 10zł chyba :). Tylko oni chyba całkiem sporo liczą sobie za przesyłkę; trzeba składać od razu grubsze zamówienia, żeby się opłacało...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails