wtorek, 10 stycznia 2012

Pak T'aewon, "Dzień z życia pisarza Kubo"


Jakoś mi chyba nie po drodze z literaturą koreańską...

Dzień z życia pisarza Kubo to króciutka, autobiograficzna powieść koreańskiego pisarza, Pak T'aewona. Wprawdzie autor nigdzie wyraźnie nie napisał, że to on sam jest głównym bohaterem, ale czytelnicy od razu utożsamili ich ze sobą. Co więcej, od czasu publikacji powieści Pak T'aewon zyskał sobie pseudonim Kubo. 
Książka, jak nietrudno się domyślić, opisuje dzień z życia młodego, początkującego pisarza. Bohater przechadza się seulskimi uliczkami i rozmyśla... Przede wszystkim nad samotnością, nad własnym celem w życiu, nad ścieżką, którą powinien obrać. Wspomina minione romanse i wyrzuca sobie nadmierne tchórzostwo (zresztą słusznie - głupio pan zrobił, panie Kubo, strasznie głupio! Nie znoszę takich motywów w literaturze i nie wierzę, że ktoś mógł zrobić coś takiego w prawdziwym życiu...). Kubo poszukuje szczęścia. Sylwetka pisarza, która wyłania się z kart powieści, jest jednak niesamowicie melancholijna i nietrudno zgadnąć, że jeśli bohater pragnie być szczęśliwy, czeka go jeszcze dużo pracy...

Jeśli wierzyć tłumaczce, Pak T'aewon, pisząc Dzień z życia pisarza Kubo, inspirował się Ulissesem Jamesa Joyce'a (choć jego wersja tej powieści jest o wiele krótsza - 103 strony, w tym posłowie tłumaczki; w dodatku książka jest naprawdę niewielkiego formatu). W pewnym momencie bohaterowie prowadzą nawet dyskusję na temat Ulissesa:
Oczywiście, należy skłonić czoła przed nowym eksperymentem Jamesa Joyce'a. Jego nowatorstwo samo w sobie nie jest jednak powodem do przesadnego zachwytu (...).
Tłumaczka w posłowiu stwierdza natomiast:
Można powiedzieć, że pisarz Kubo to koreański Leopold Bloom.
Niestety, nie jestem w stanie nijak ustosunkować się wobec tych stwierdzeń, ponieważ Ulissesa nie czytałam. I tu mnie boli ;). Koreańczyk się inspiruje, a ja nie wiem, o co chodzi... No, ale wracając do treści:

Nie wiem do końca czemu, ale ta książka zostawiła mnie idealnie obojętną. Ani mnie nie zirytowała, ani mi się nadzwyczajnie nie podobała. Ot, była, przeczytałam, odhaczone - i sięgam po kolejną książkę. Nie wywołała we mnie prawie żadnych emocji. W związku z czym czuję się po tej lekturze dość głupio - bo nie mam się do czego przyczepić, ale jednocześnie powieść jakoś mnie nie usatysfakcjonowała. I co tu wystawić? Niska ocena będzie niesprawiedliwością wobec pisarza, bo język jest ładny, przemyślenia całkiem ciekawe, a sama książka jest o kilka klas lepsza od takiej Kochanki lasu - czyli mojej ostatniej lekturze z gatunku boleśnie rozczarowujących. Wysoka ocena będzie za to niesprawiedliwością wobec samej siebie, bo przecież powieść powinna coś w czytelniku poruszać, a tej się to nie udało. Chyba 3... No, może jednak 3,5.

Nie wiem, czy się nie mądrzę, ale nie podobał mi się przekład powieści*. Nie znam koreańskiego i nie wiem, jak ta powieść brzmiała w oryginale, ale i tak coś mi tu nie pasowało. Przede wszystkim nieszczęsne ---. Przypis przy pierwszym użyciu tego nie wiadomo czego tłumaczy:
Znak prozodyczny użyty przez Tłumaczkę za oryginałem koreańskim. Znaki tego typu stosuje się, aby w przybliżeniu oddać w piśmie takie właściwości mowy jak: intonacja, zawieszenie głosu, przerwanie wypowiedzi spowodowane względami emocjonalnymi albo potrzebą zwrócenia uwagi odbiorcy.
Wszystko pięknie, rozumiem - ale nijak tego nie czuję. Ten "znak prozodyczny" pojawia się w powieści wielokrotnie. Mam za każdym razem wracać do definicji na stronie 6. i zastanawiać się, które użycie wielomyślnika autor miał na myśli? Kiedy na studiach tłumaczymy teksty - i publicystyczne, i literackie - stosujemy się do dwóch głównych zasad. Pierwsza - "Tłumaczymy treść, nie słowa". Druga, właściwie mocno podobna do pierwszej - odczucia polskiego czytelnika, który czyta nasz przekład, mają być możliwie zgodne z odczuciami Japończyka, który czyta oryginał. Może i Koreańczyk widząc ten "znak prozodyczny" rozumiał, co czuł autor, kiedy go tam postawił. Ja nie czuję - i wątpię, czy jakikolwiek inny Polak rozumiałby intuicyjnie zastosowanie wielomyślnika. Więc może wielokropek? Rozstrzelenie tekstu, jak w przekładach Murakamiego pani Zielińskiej-Elliot? Kursywa? Mamy własne, czytelne sposoby wyróżniania tekstu. Irytował mnie ten wielomyślnik jak nie wiem...
Swoją drogą - dlaczego "Tłumaczka", nie "tłumaczka"? A "autor" to piszą z małej... :P

A poza wielomyślnikiem, kwiatek (również) ze strony szóstej:
Nawet gdyby jego wiek pomnożyłoby się przez dwadzieścia pięć, w sercu matki gościć będzie lęk.
Czy tylko mi wydaje się, że to zdanie jest jakieś nie po polsku...? Czy moja odporność po wielomyślniku (pojawił się kilka linijek wyżej) była już zbyt osłabiona?
Zdarzyło się tłumaczce nawet unoszenie parasola w górę. Dobrze, że nie w dół. Cóż, czytane swego czasu analizy blogasków uczuliły mnie na tego typu rzeczy.
Były też momenty, w których niby wszystko było w porządku, ale zdanie jakoś kulało, nie płynęło mi po polsku. Miałam świadomość, że czytam tekst przetłumaczony z obcego języka, że nie napisał tego Polak...
Wiem, że to niby nic takiego. Ale naprawdę... Ta książka ma 94 strony. Całe szczęście, że te potknięcia - poza nieszczęsnym wielomyślnikiem - pojawiały się głównie na początku i z biegiem czasu powieść zaczynała "płynąć".

Chyba jednak 3,5. Niech będzie. Nie poczułam tej książki i z radością przechodzę do trzeciego tomu 1Q84 Murakamiego.


* I mam szczerą nadzieję, że tłumaczka tej książki nie jest koreanistycznym odpowiednikiem prof. Melanowicza...

6 komentarzy:

  1. Okładka bardzo ciekawa, ale jednak nie czuję jakoś chęci na poszukiwanie tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie radzę czytać utworu Paka w zestawieniu z Joyce'em - "Ulisses" to arcydzieło, a Pak stworzył niezwykle intymny wizerunek koreańskiego intelektualisty. Dwa różne światy.

    Te trzy kreseczki też mnie początkowo irytowały, ale... z chęcią dowiedziałam się, że Koreańczycy w ten sposób zaznaczają w piśmie zawieszenie głosu.

    Obecnie książki są wydawane z wieloma błędami - słusznie wychwytujesz ich kilka, tylko... dlaczego nie ma korekty w wydawnictwie? (^_-)

    Pozdrawiam serdecznie!^^

    OdpowiedzUsuń
  3. @ tetiisheri: Okładka rzeczywiście jest intrygująca, trzeba jej to oddać :).

    @ owarinaiyume: to właściwie dobrze, że lepiej tych powieści nie zestawiać - myślałam, że coś ważnego mogło mi przez to umknąć, czegoś nie zrozumieć... Chociaż, oczywiście, do "Ulissesa" też się kiedyś przymierzę, niezależnie od pisarza Kubo ;).
    Co do wielomyślnika - nic nie poradzę, irytował mnie do samego końca...
    Tak, tak, wiem, w wielu książkach błędy się zdarzają. Może ten tak mi utkwił w głowie dlatego, że był na samym początku powieści? Czytam teraz trzeci tom "1Q84" Murakamiego i tam też nieraz coś zgrzytnie, ale jakoś bardziej w środku, nie na samym starcie... No i książka ma ponad 500 stron, nie 94 :).
    A najdziwniejsze jest w tym to, że "Dzień z życia..." MIAŁ redaktora :|...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ulissesa" warto przeczytać - mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu. Jak dla mnie - genialna książka.

    Wszystkie książki mają redaktorów i korektorów, tylko że... błędy nadal są. Ja teraz na pierwszej stronie książki "Księżyc yakuzy" czytam: "Mijazaki" (wiadomo - Miyazaki)... na pierwszej stronie...

    Widzę, że czytasz "Samuraja" (i korespondencję Mishimy i Kawabaty - napiszesz coś o tym?) xD Świetnie xD

    Przyjemnego weekendu!^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie chyba najbardziej ze wszystkiego, co widziałam w książkach, przeraził fragment "Motyla na wietrze": "Dziewczęta wzięły swoje yukatas". Czy jakoś tak. Zatkało mnie na dobrą minutę - wpatrywałam się w te yukatas i nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać...

    "Samuraja" dopiero zaczęłam, ale już mi się podoba. Shusaku Endo zaczął mi się kojarzyć z Sienkiewiczem ^^.

    O korespondencji Kawabaty i Mishimy na pewno coś napiszę, ale to jeszcze trochę... Czytam po japońsku, a że pierwszy list pochodzi z 1945 roku, to i język jest momentami średnio współczesny. A do tego literacki. No i kiedy do tego dochodzą jeszcze filozoficzne wywody Mishimy, to już zupełnie opadam z sił... Powoli się rozkręcam, chociaż teraz wymyśliłam sobie, że zanim zacznę czytać dalej zrobię notatki z tego, co już przeczytałam. Więc znów zamiast na 72 stronie jestem na 26 :].

    Dziękuję i nawzajem! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "yukatas" (@.@) hahaha, dobre xDDD

    Endo z Sienkiewiczem? A to ciekawe, nie powiem.
    Może coś w tym jest?

    Tak się domyśliłam, że po japońsku xD Nie warto się spieszyć - notatki to dobra rzecz, niezwykle przydatna, zwłaszcza po upływie dłuższego czasu xD
    Będę czekać cierpliwie, bo ciekawa jestem niezmiernie xD

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails