poniedziałek, 2 stycznia 2012

Dziennik zakrapiany rumem // The Rum Diary

Nie do końca rozumiem całe to zamieszanie związane z nadejściem nowego roku. Początek roku akademickiego, wakacji, kolejne urodziny - o, to są okazje do świętowania albo podejmowania postanowień! A tu? Zwykła data, która nic mi nie mówi. Podejmowanie postanowień w środku roku akademickiego nie ma dla mnie sensu. Co chciałam, to postanowiłam sobie już pod koniec września i całkiem nieźle się w tych postanowieniach trzymam :). Może gdyby nie ten mój wyjazd, który wywróci moje życie do góry nogami, patrzyłabym na to wszystko inaczej... Może nawet miałabym jakieś noworoczne postanowienia?

Znajomi się porozjeżdżali, więc mój tegoroczny sylwester był bardzo kameralny. Ja, mój narzeczony i Johnny Depp. No i rum. Wprawdzie tylko na ekranie, ale za to w jakich ilościach!



"Dziennik zakrapiany rumem" to ekranizacja powieści Huntera S. Thompsona pt. "Dziennik rumowy". Od razu przyznaję - nie znam tego pana. Był ponoć amerykańskim dziennikarzem, jednym z bardziej kontrowersyjnych. Wikipedia mówi:
Piewca i jedna z czołowych postaci stylu dziennikarskiego określanego mianem gonzo, będącego nową formą pisania bardzo subiektywnych relacji pomieszanych z fikcją i autentycznymi odczuciami autora tekstu, ikona kontrkultury lat 60.
Nie wiem, ile wątków autobiograficznych jest w "Dzienniku zakrapianym rumem", ale podejrzewam, że sporo. Główny bohater filmu jest dziwnie podobny do samego Thompsona. Jest dziennikarzem, nie stroni od wszelakich używek, przemówienia Nixona denerwują go tak, że aż nie może ich słuchać i niezbyt uśmiecha mu się tańczenie tak, jak mu zagrają lokalni kacykowie. Różnica polega na tym, że Paul Kemp (Johnny Deep) nie wie jeszcze dokładnie, czego właściwie chce. Krytykować amerykańskich bogaczy, którzy dorobili się majątków dzięki oszustwom? Bronić praw lokalnej ludności? Pić i zapomnieć o wszystkim? Współpracować z najbogatszym z bogatych, który obdarzył go sympatią i pomógł mu wydostać się z niemałych tarapatów? Odbić mu narzeczoną? Niektóre z tych punktów można jakoś ze sobą połączyć, ale już współpraca z całkiem sympatycznym Sandersonem (Aaron Eckhart) wyklucza krytykowanie szemranych interesów i reportaże o głodujących dzieciach. Które zresztą i tak nie zostałyby wydrukowane, bo gazeta, dla której pracuje Kemp, żyje (a raczej dogorywa...) głównie z reklam i wsparcia banków. Jedno i drugie znajduje się w rękach Amerykanów, którym raczej niezbyt przypadłyby do gustu krytykujące ich artykuły...

O czym ma więc pisać Kemp? O kręgielniach i wrażeniach z pobytu spasionych turystów, którzy nawet nie wystawią nosa z hotelu, bo na zewnątrz jest niebezpiecznie. Naczelny gazety (Richard Jenkins) liczy na to, że Kemp okaże się prawdziwym dziennikarzem, który dźwignie gazetę i nie pozwoli jej zbankrutować, a przede wszystkim nie okaże się kolejnym "opojem". Wydaje się, że to ten ostatni punkt jest dla niego najważniejszy. Kemp natomiast pije na umór - ten dziennik nie jest zakrapiany rumem, on w nim pływa! - ale mimo to potrafi zachować trzeźwość myśli i stworzyć artykuły godne prawdziwego dziennikarza. Zresztą, miałam wrażenie, że w porównaniu do niektórych współpracowników Kemp jest prawie abstynentem... Na Portoryko, gdzie rozgrywa się akcja filmu, piją wszyscy. Non stop. Alkohol leje się strumieniami, a prowadzenie kamery z ręki (tak! rozpoznałam coś takiego!) przez większą część filmu sprawia, że widzowi również szybko zaczyna kręcić się w głowie. 

Sceneria filmu jest idealna na obecną porę roku. Dobrze na chwilę zapomnieć o szarudze za oknem i przenieść się do miejsca, gdzie słońce świeci prawie bez przerwy... Choćby z tego powodu cieszę się, że obejrzałam ten film. Bardzo podobała mi się też gra Johnny'ego Deppa. Nie należę do licznego grona jego fanek, które uwielbiają każdą jego kreację, z Jackiem Sparrowem na czele, ale muszę przyznać, że ta była bardzo dobra.

Leży natomiast scenariusz. Tzn., może i nie leży, ale jest jakiś taki niedopracowany i czegoś w nim ewidentnie brakuje. Zapewne punktu kulminacyjnego. Przychodzi moment, w którym widz spodziewa się czegoś - jakiejś wielkiej batalii z nieuczciwymi bogatymi, walki o utrzymanie gazety albo chociaż samobójczego ataku na nieuczciwość i korupcję. A kiedy to coś się nie pojawia, film zaczyna się dłużyć i nudzić. Największą wadą tego filmu jest chyba to, że ciężko powiedzieć, o czym on właściwie jest. Ani to o nieuczciwości, ani o buncie, ani o walce o sprawiedliwość, ani o romansie w pięknej scenerii... Trochę tego, trochę tamtego, czyli w efekcie nie wiadomo co. "Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego". Z "Dziennikiem..." jest podobnie.

6/10 - za dobrą kreację Johnny'ego Deppa i Karaiby.

Polski "wkład" w plakat do filmu, czyli "Kocha, lubi i się nie szanuje" pozostawię bez komentarza.

4 komentarze:

  1. "Kocha, lubi i się nie szanuje"! :D
    Padłam i leżę :D Kto wymyśla te durne podpisy?! Chociaż dobrze, że przynajmniej tytułu nie przetłumaczyli na "Rumowy pamiętnik" ;)

    Ja jestem fanką Deppa i dla mnie on mógłby zagrać drzewo, a i tak bym się zachwycała, jak fajnie szeleścił gałęziami ;) Coś ma w sobie ten facet - wielki dystans do siebie, urodę, talent, szczęście w dobieraniu ról i współpracowników. Ten miks sprawia, że jest wyjątkowym aktorem.

    "The Rum Diary" obejrzę z chłopakiem. Myślę, że miło spędzimy czas :)

    Co do Nowego Roku i postanowień... no cóż - ja lubię Sylwestra. Nie robię sobie postanowień przed rokiem akademickim, dlatego ten przełom jednego roku i drugiego też jest dobrym momentem nad zastanowieniem się nad sobą i swoim życiem :) Każdy sam sobie taki moment wybiera ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro jesteś fanką Deppa, to jestem pewna, że Ci się spodoba :). Gra naprawdę niesamowicie. No i film sam w sobie tez jest całkiem niezły - bez rewelacji, ale spokojnie można obejrzeć i nie czuć, że zmarnowało się czas...

    A co do Sylwestra i noworocznych postanowień - przyznaję się, kilka godzin po opublikowaniu tego wpisu spłynęło na mnie olśnienie i nagle przyszło mi do głowy mnóstwo pomysłów na to, co mogę przez najbliższy rok ulepszyć ;). Część z tych punktów to powtórzenie tego, co założyłam sobie już we wrześniu, ale... Małe odświeżenie nie zaszkodzi, prawda? ;)

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka z pewnością przypadnie do gustu fanom aktora. Jeśli tylko dowiem się, że ktoś w moim otoczeniu za nim przepada, będę miała prezent z głowy :)) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww, Depp ;333 Muszę obejrzeć (*_________*)
    *fangirl mode: on*

    Podpisuję się pod pierwszym akapitem Twojego wpisu xD

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails