środa, 4 stycznia 2012

Abe Kobo, "Schadzka"


Pewnego letniego poranka przyjechało pogotowie ratunkowe, choć nikt nie pamięta, żeby ktokolwiek je wzywał, i zabrało jego żonę.
Było to zdarzenie tak nagłe jak grom z jasnego nieba. Nim syrena go obudziła, oboje spali twardym snem, byli więc zupełnie nie przygotowani. Nawet żona, o którą tu chodzi, ani przedtem, ani potem nie skarżyła się na żadne dolegliwości. Mimo to dwaj mężczyźni, którzy przynieśli nosze, może z powodu niedostatku snu, byli w bardzo złym nastroju, nie chcieli w ogóle słyszeć o tym, że oboje są nie przygotowani, bo przecież to naturalne w nagłych wypadkach. Sanitariusze mieli na głowach białe hełmy z przepisowym oznakowaniem, dobrze nakrochmalone białe fartuchy, a nawet duże maski z gazy na twarzy. W karcie, jaką okazali, wypisane było precyzyjnie nazwisko żony, a nawet data urodzenia, nie mógł więc ostro protestować.
Nie było innej możliwości jak poddać się biegowi wydarzeń (...).
Ciężko mi napisać o tej książce cokolwiek sensownego. Wszystko, co chciałabym na jej temat powiedzieć, co tłukło mi się po głowie tuż po zakończeniu lektury, ujął już w posłowiu profesor Melanowicz. Gdybym z kolei chciała podeprzeć moją opinię na jej temat jakimś cytatem, musiałabym zapewne poszukać go na samym końcu książki, co z kolei byłoby wybitnie nie w porządku w stosunku do tych, którzy jej jeszcze nie przeczytali. Nie każdy podgląda ukradkiem "co będzie dalej", jak ja... ;-)

Główny bohater (nie poznajemy jego imienia) zostaje uwikłany w zdumiewającą sytuację: jego żonę porywa karetka pogotowia. Właściwie to żadne porwanie - po prostu ktoś, nie wiedzieć czemu, wezwał karetkę po żonę Mężczyzny i sanitariusze zabrali ją do szpitala. Bohaterowi dość szybko udaje się ustalić, który to szpital, a po rozmowie z lekarzem, który pełnił nocny dyżur, dowiaduje się, że żona istotnie dotarła do szpitala, widziała się z lekarzem i wyszła na korytarz, pragnąc znaleźć albo wyprosić od kogoś dwudziestojenową monetę, dzięki której mogłaby zadzwonić do męża. Tylko że w tym momencie trop się urywa. Nikt nie wie - przynajmniej tak sądzi Mężczyzna - co się z nią stało. Bohater rozpoczyna więc intensywne poszukiwania, w których pomagają lub przeszkadzają mu pracownicy szpitalnych struktur, a im dłużej to wszystko trwa, tym bardziej oddala się od realnego świata...

Nie było innej możliwości jak poddać się biegowi wydarzeń. O tak, to dobrze podsumowuje twórczość Abego Kobo. Było to w Kobiecie z wydm, jest i w Schadzce. Bohater nie pojawia się w pracy, całą energię i czas przeznaczając na poszukiwania żony, za namową Sekretarki Wicedyrektora nocuje nawet w jednym ze szpitalnych budynków, żeby nie jeździć w tę i z powrotem... I w efekcie szpital - wielopoziomowa, rozległa, zagmatwana do granic możliwości struktura - staje się jego całym światem. Im mniej stron brakuje nam do końca powieści, tym bardziej duszna robi się atmosfera i tym wyraźniej czujemy, że Mężczyzna z tego szpitala nie wyjdzie. Świat zewnętrzny znikł. Jest tylko szpital.

Nietypowy to szpital. Nie chodzi w nim o leczenie chorych (choć to też, oczywiście, jedno z jego zadań), a o coś zgoła innego. Okładka powieści nie jest przypadkiem. Szpital Abe Kobo jest takim społeczeństwem, przede wszystkim japońskim, ale jest też alegorią każdego innego społeczeństwa, stechnicyzowanego i poddanego władzy sztucznej inteligencji, zniewalającej jej twórców, ludzi, którzy zamienili się w karłowatych, schorowanych erotomanów - pisze w posłowiu prof. Melanowicz. Seks jest obecny wszędzie i dla "mieszkańców" szpitala - zarówno lekarzy, jak i przewlekle chorych pacjentów - stanowi cały sens życia. Mężczyzna, jako człowiek z zewnątrz, początkowo nie wpasowuje się w panujące w szpitalu zwyczaje, ale urabiany powoli i dyskretnie przez napotykane po drodze osoby stopniowo zaczyna coraz mocniej wsiąkać w ten dziwaczny, spaczony świat.

Znamienne jest to, że bohaterowie nie mają imion. W powieści, będącej w większej części retrospekcją (Mężczyzna, na prośbę Konia, zapisuje cały przebieg poszukiwań), występują, obok wspomnianej dwójki, Wicedyrektor, Sekretarka, Szef Bezpieczeństwa, Dziewczyna, w opowieściach pojawia się też Żona. Poczucie nierealności snutej przez Abego opowieści staje się przez to jeszcze silniejsze.

Powieść powstała w 1977 roku i miała chyba wyrażać zaniepokojenie pisarza kierunkiem, w którym zmierzał współczesny mu świat. Ciekawa jestem, co powiedziałby o naszych czasach? Czy uznałby, że nieuchronnie zbliżamy się do manii erotycznej, czy może odetchnąłby z ulgą, że nie jest aż tak źle?

Straszny jest ten szpitalny świat.

Powieść natomiast - więcej niż dobra. 4,5.

3 komentarze:

  1. Ciekawa fabuła, ale mam jakieś mieszane uczucia i nie potrafię zdecydować czy chciałabym tą książkę przeczytać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Straszne, być uwięzionym w takim dziwnym szpitalu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sądzę, że Abe napisałby bardziej psychodeliczną prozę, gdyby żył w dzisiejszych czasach xD'''

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails