wtorek, 31 stycznia 2012

Abe Kobo, "Czwarta epoka"

4/6
Przypadek jest dlatego "przypadkowy", ponieważ zwykle zdarza się bez jakiejkolwiek przyczyny, poza serialem telewizyjnym. Śmierć mężczyzny... podejrzenia... śmierć kobiety... dziwne telefony, sprzedaż i kupno płodów ludzkich... pułapka, w którą wpadła żona... Ciąg wydarzeń, które zaczęły się od czystego przypadku i splotły się, stając się całym ciągiem, jednym łańcuchem, nie potwierdzającym ani nie negującym niczego, ale owijającym się wokół mojej szyi niczym stryczek. Czułem się tak, jakby gonił mnie szaleniec, w dodatku bez istotnej przyczyny. Dla mojego racjonalnego umysłu było to trudne do zniesienia.
Dla mojego racjonalnego umysłu trudne do zniesienia są powieści Abego Kobo. I choć zazwyczaj mi się podobają, choć doceniam wyobraźnię autora i jego umiejętność nadawania własnym dziełom psychodelicznego, surrealistycznego klimatu, to jednak nie biegnę w podskokach do biblioteki, aby wypożyczyć jego kolejne powieści. Wszystkie są do siebie tak podobne, że czytelnik z góry wie, czego może się po nich spodziewać. Różnią się fabułą, oczywiście, ale nastrój jest ten sam. Mroczny, ciężki, przytłaczający i mocno fatalistyczny. Dopiero niedawno przeczytałam Schadzkę i podeszłam do Czwartej epoki z lekką niechęcią i niepokojem, przekonana, że czeka mnie powtórka z rozrywki. Nie pomyliłam się. Takie natężenie dziwności to dla mnie chyba za dużo...

W przeciwieństwie do Schadzki, o której pisałam jakiś czas temu, a także najsłynniejszej powieści Abego, czyli Kobiety z wydm, Czwarta epoka zalicza się do gatunku science-fiction. Główny bohater to twórca, programista i "opiekun" maszyny prognostycznej. Wyposażona w sztuczną inteligencję samoucząca się maszyna potrafi prognozować przyszłe wydarzenia na podstawie zebranych i przeanalizowanych danych. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy do czynienia z czymś magicznym - maszyna, która przewiduje przyszłość! Abe Kobo opisuje ją jednak w jak najbardziej naukowy sposób, tak że już po kilku rozdziałach jesteśmy w stanie uwierzyć, że taka maszyna naprawdę mogłaby powstać. Bohaterowie "uczą" ją praw fizyki, biologii i wszelkich innych rzeczy, które ludzie wkuwają przez lata szkolnej nauki. A maszyna z przedstawionych jej danych wyciąga arcylogiczne wnioski, których nie potrafią wyciągnąć ograniczone ludzkie umysły. Dzięki temu potrafi przewidzieć też wydarzenia z dalekiej, dalekiej przyszłości...

Wszystko to brzmi pięknie, dopóki maszyna zajmuje się prognozami gospodarczymi czy socjologicznymi. Ale japońska maszyna to nie jedyne i nie pierwsze urządzenie tego typu. Pionierami byli Rosjanie, którzy stworzyli maszynę "Moskwa 1", a po wynalezieniu własnej maszyny przez Japończyków - wersję ulepszoną, czyli "Moskwę 2". Oni też ogłosili światu pierwszą prognozę polityczną, w myśl której kapitalizm miałby przestać istnieć, a świat miałaby opanować doktryna komunistyczna. Prognoza ta wywołała oburzenie USA, które uznało jakiekolwiek prognozy polityczne za niemoralne. Japonia, oczywiście, natychmiast przychyliła się do tej opinii.
Ale czy cokolwiek może nie mieć związku z polityką? Główny bohater wraz z współpracownikiem przedstawia komisji kolejne projekty: ekonomiczne, socjologiczne, handlowe... Wszystkie zostają odrzucone - mogą przecież nawiązywać do polityki! Bohaterowie postanawiają więc zająć się przewidywaniem losu pojedynczego człowieka. Temat jest bezpieczny i zupełnie niepolityczny. Tyle, że jednocześnie trochę przerażający...
Jeśli eksperyment się powiedzie, a maszyna wykryje zasadę, wedle której można będzie przewidywać los człowieka... Na przykład odtworzy przeszłość i przedstawi przyszłość przestępcy... Jeśli pozwoli to na wydanie wyroku absolutnego, to można by też u zarania zapobiec przestępstwom. Przy tym można by posługiwać się tą metodą w ważnych sytuacjach życiowych, jak na przykład uzyskać poradę małżeńską, ustalić miejsce pracy, postawić diagnozę w chorobie, a jeśli zaszłaby potrzeba, to nawet przewidzieć czas śmierci...
Jak to u Abego bywa, niewinne poszukiwanie "obiektu badań", czyli przeciętnego człowieka, którego przyszłość można by przewidzieć, przeradza się w dziwną, niestworzoną historię. Nie będę zdradzać szczegółów, bo pomysł jest naprawdę ciekawy i nie chciałabym nikomu odbierać przyjemności stopniowego odkrywania, o co właściwie chodzi. Powiem tylko tyle: coś ma się w przyszłości zmienić, drastycznie zmienić, a bohaterowie nie są zgodni co do tego, jak należy w tej sytuacji postąpić. Kto ma rację? Główny bohater jako jedyny nie chce przyjąć tej informacji do wiadomości. Co jeśli maszyna się pomyliła? Z kolei pozostali bohaterowie bez większych sentymentów robią wszystko, żeby dostosować się do nowej sytuacji, nawet jeśli miałoby to oznaczać łamanie podstawowych zasad moralności. Dla większego dobra, jak mawiał Gellerd Grindelwald*... 

Kto ma rację? Postscriptum autora dość jednoznacznie odpowiada na to pytanie. Winny jest profesor, żyjący w świecie spokojnej codzienności, nie potrafiący zrezygnować z poczucia ciągłości. Jeśli ktoś uniknie tej bolesnej próby, na przykład wyznając filozofię nadziei i wiary w przyszłość, to i tak jego nadzieja pozostanie pobożnym życzeniem - pisze Abe.

Powieść była... Dziwna. Ciekawa, ale trochę przerażająca. Ciężko mi ją ocenić. Mniej więcej w połowie lektury żaliłam się współlokatorce: ta książka jest straszna, chcę już ją skończyć, żeby mieć ją z głowy! Nie mogę jednak zaprzeczyć, że w miarę lektury wciągała mnie coraz bardziej i nawet poczułam lekki żal, kiedy przeczytałam ostatnie zdanie.
Moja ocena wynika w dużej mierze ze zdania, które autor zamieścił w Postscriptum:
W zasadzie zrealizowałem cel napisania tej powieści, jeśli tylko udało mi się przybliżyć czytelnikowi konfrontację z okrucieństwem przyszłości, jeśli wywołałem ból i napięcie i w ten sposób doprowadziłem do wewnętrznego dialogu.
Przyszłość Abego jest rzeczywiście okrutna. I boli. Jeśli taki był cel napisania Czwartej epoki, to pisarz odniósł pełen sukces.




* Pewien legendarny czarnoksiężnik, występujący w Harrym Potterze i Insygniach śmierci.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha maszyny ;D... Główny motyw (w sensie technicznym) jest dość często spotykany w tym gatunku - maszyna "prorokującą". Ba, Lem idzie dalej maszyna pisząca wiersze ;).

    Co do języka, już się boje jak to musiało wyglądać, tłumaczenie Japońskich neologizmów... Ja sie w polskich neologizmach czasem nie łapie. Jestem ciekaw jak dokładnie pisarz zagłębił się w techniczne szczegóły oraz ile z nich jest rzeczywistych;) )

    Ile z proroctw maszyny sprawdziło się? Książka z 1959 więc trochę czasu mineło. Jednak te proroctwa zazwyczaj pokazują kunszt pisarza (-uwaga banał- bo tak naprawde to są jego przewidywania).

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam jedną książkę tej autorki, ale z chęcią i w tę się zaopatrzę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, akurat Abe Kōbō to autor, a więc mężczyzna :)

      A sama książka wydaje się ogromnie intrygująca. Jestem właśnie w trakcie jej lektury, ale popełniłem drobny błąd, zapoznając się najpierw z posłowiem prof. Melanowicza. Wiem mniej więcej do czego sprowadza się cała akcja utworu, ale nie zmienia to faktu, że dzieło ogromnie wciąga i świetnie się to czyta.

      Usuń
  4. Dobra książka, nie rewelacyjna, ale dobra.
    Wciągająca.

    Przyjemnego dnia! xD

    OdpowiedzUsuń

Related Posts with Thumbnails