piątek, 16 grudnia 2011

Mishima Yukio, "Złota Pagoda"


To jest właśnie doczesny świat - pomyślałem. - Wojna się skończyła i tam, wśród tych świateł, ludzie zatopieni są w złych myślach. Wiele kobiet i mężczyzn spogląda na siebie wśród tych świateł i już wkrótce poczują zapach czynów podobnych do śmierci, których nie uda im się uniknąć. Kiedy pomyślałem, że te niezliczone światła to wyłącznie światła zła, moje serce doznało pocieszenia. Proszę bardzo! Niech zło w moim sercu mnoży się i rośnie, niech jaśnieje, niech zachowa podobieństwo do tych wielkich świateł, które mam przed sobą! Niech ciemność mojego serca spowijającego to zło dorówna ciemności nocy spowijającej te światła!

Ech... Mam z tym całym Mishimą* niemałą zagwozdkę.
Niby geniusz. W Japonii ceniony, na Zachodzie ponoć uwielbiany. Uczeń i przyjaciel Kawabaty Yasunariego, mojego ulubionego japońskiego pisarza. Wielokrotny kandydat do Literackiej Nagrody Nobla, której - ku rozpaczy wielu - nie dostał. Zresztą, na rzecz swojego mistrza i nauczyciela (czego miłośnicy Mishimy nie bardzo potrafią Kawabacie wybaczyć). Kilka dni temu usłyszałam krótki wykład mojej pani profesor / promotor na temat inteligentnego pisania Mishimy, logiki w jego dziełach i ogólnego oddziaływania na intelekt czytelnika, w związku z czym jest bardziej popularny na racjonalnym Zachodzie niż wśród emocjonalnych Japończyków, wolących takiego np. Dazaia Osamu (notabene, chyba drugiego na mojej liście ulubionych pisarzy japońskich, tuż za Kawabatą. Który go nie znosił). Sama "Złota Pagoda" jest dla japonisty lekturą obowiązkową i prawdę mówiąc, przeczytałam ją dobre dwa lata później niż powinnam. Właściwie zrobiłam to tylko ze względu na tę "powinność", bo moje wcześniejsze spotkanie z Mishimą (konkretniej ze zbiorem opowiadań "Zimny płomień") niespecjalnie mnie do jego twórczości przekonało. No, ale trzeba. "Złotą pagodę" po prostu wypada znać.

Po przeczytaniu "Złotej Pagody" mogę oficjalnie stwierdzić przerażający mnie fakt: nie lubię Mishimy Yukio.

Może i był geniuszem. Może i pisał pięknie. Nie wiem. Do mnie to absolutnie, nawet w najmniejszym stopniu nie przemawia. Jestem prostą dziewczyną: śmieję się, kiedy jest mi wesoło, siedzę smutna pod ścianą, kiedy jest mi smutno, dobre rzeczy uważam za dobre, a złe za złe. Dobro jest pozytywne i warte naśladowania, a zło to mroczne coś, co powinno się wyplenić i z czym trzeba walczyć, zwłaszcza z tym wewnątrz siebie samego. Dziwaczne dywagacje Mishimy na temat piękna, które jest niczym i wszystkim, zła, które staje się wartością i tym podobne tematy są o lata świetlne oddalone od mojego życia i światopoglądu.

Ja tej książki, po prostu, nie rozumiem.

Niewątpliwie jest w niej coś przyciągającego uwagę. Mishima podjął się bardzo trudnego zadania: wejścia w psychikę przestępcy, który w 1950 roku, z nieznanych bliżej powodów, podpalił Kinkakuji, czyli właśnie Złotą Pagodę (dokładniej Świątynię Złotego Pawilonu), jeden z narodowych skarbów Japonii. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak: jąkała, który przez swoje "kalectwo" od dziecka był odseparowany od normalnego świata, po śmierci ojca zostaje wzięty pod opiekę przez jego przyjaciela, opata Złotej Pagody. Opat chłopaka rozczarowuje, nie ma szans stać się dla niego autorytetem. Bohater nie rozmawia z innymi ludźmi, wstydząc się swojego jąkania i coraz bardziej pogrąża się w swoich dziwacznych przemyśleniach. Po pójściu na uniwersytet poznaje kalekiego chłopaka, jeszcze bardziej dziwacznego i zdemoralizowanego niż on, co tylko potęguje kiełkujące w bohaterze zło. Majestatyczna Złota Pagoda prześladuje bohatera, nie pozwalając mu na prowadzenie normalnego życia. Brzydki, kaleki chłopak zaczyna nienawidzić pięknej pagody i postanawia ją podpalić. Do tego wszystkiego dorabia sobie własną, pokrętną ideologię (w czym spory udział ma wspomniany wyżej przyjaciel), która niby usprawiedliwia jego decyzję.

Gdyby nie ta ideologia, te wszystkie półbuddyjskie rozmyślania nad absolutem, nicością, trwałością rzeczy etc. pewnie "Złota Pagoda" podobałaby mi się bardziej. Niestety - buddyzmu też nie lubię**. A już zupełnie nie lubię nihilizmu w stylu Raskolnikowa i usprawiedliwiania wyrządzonego zła jakąś pokrętną logiką...
Ogólnie mówiąc, żadne stworzenie obdarzone życiem nie posiadało tej dokładnej jednorazowości, którą miała Złota Pagoda. Ludziom dana jedynie była część wszystkich rzeczy należących do natury. Ludzie tylko rozprzestrzeniali ją niezrównanymi sposobami i pomnażali. Jeśli celem morderstwa było zniszczenie czyjejś jednorazowości, to morderstwo jest wieczną pomyłką w obliczeniach. Myślałem o tym, że coraz wyraźniejszy jest kontrast pomiędzy istnieniem Złotej Pagody i człowieka. Z jednej strony łatwo zniszczalny człowiek przerodził się w wizję wiecznego życia, a z drugie niezniszczalna piękność Złotej Pagody objawiła możliwość zniszczenia (...).
Kiedy tak myślałem, ogarnęła mnie nawet wesołość. Mówiłem sobie: - Jeśli spalę Złotą Pagodę, będzie to miało ogromne znaczenie. Ludzie nauczą się, że niezniszczalność przez analogię nie ma żadnego znaczenia (...).
Tak. Niewątpliwie nasze istnienie było utrzymywane dzięki temu, że przez określony czas otaczał je stężały czas. Weźmy taką szufladkę, którą stolarz buduje, by ułatwić prace domowe. Wraz z upływem lat przekracza formę tej szufladki i po kilkudziesięciu czy kilkuset latach wydaje się, jakby to właśnie czas stężał i przybrał jej formę. Pewna określona niewielka przestrzeń była najpierw ograniczona materialnym przedmiotem, ale potem zaczął ją ograniczać stężały czas. Jest to wcielenie pewnego rodzaju ducha (...). W ten sposób mój czyn otworzy ludziom oczy na nieszczęście Tsukumogami i uratuje ich od niego. Mój czyn zepchnie świat, w którym istnieje Złota Pagoda, do świata, w którym Złota Pagoda nie będzie istniała. Znaczenie świata niewątpliwie się zmieni...
Nie, nie trafia to do mnie. Nijak nie mogę pozbyć się wrażenia, że główny bohater jest po prostu obłąkany i gada od rzeczy...

Zaciekawiła mnie w tej powieści jedna rzecz: sposób przedstawienia "kalek". W cudzysłowie, bo chyba nikt w dzisiejszych czasach nie uważa jąkania się za kalectwo, podczas gdy dla głównego bohatera to problem nie do przeskoczenia, być może źródło całej jego nienawiści do świata. W naszej, europejskiej literaturze ludzie niepełnosprawni są zazwyczaj pokazani w sposób pozytywny: jako ci, którzy - jakby w zamian za niedoskonałości fizyczne - obdarzeni są niezwykłym intelektem albo bardzo dobrym sercem. Ich własne cierpienie uwrażliwia ich na cierpienie innych. Tymczasem u Mishimy jest dokładnie odwrotnie i zarówno główny bohater, jak i jego przyjaciel o koślawych stopach są degeneratami, dążącymi do autodestrukcji. Moralność zwykłego świata, który odrzucił ich i ich kalectwo, nie ma dla nich znaczenia. Ma to pewnie spory związek z podejściem Japończyków do ułomności, które są czymś wstydliwym i wybitnie niepożądanym... U nas takim ludziom się współczuje i otacza ich opieką. Tam - izoluje. Nie mimochodem, podświadomie, tylko jak najbardziej otwarcie wyklucza się ich z normalnego życia. Nie wiem, może teraz trochę się to zmieniło, ale wystarczy przeczytać "Sprawę osobistą" Oe Kenzaburego, żeby doskonale zrozumieć, o czym mówię...

Mishima pisze dobrze (mam tu na myśli sam język), a przynajmniej w tłumaczeniu wypada to dobrze. Nie zmienia to jednak faktu, że treść "Złotej Pagody" zupełnie mi nie odpowiada i wymęczyłam się podczas tej lektury jak rzadko kiedy. 3/6.
I mam szczerą nadzieję, że nikt z moich wykładowców ani kolegów ze studiów nie trafi na tę stronę. Mishimy nie wypada nie lubić...



* W japońskim zapisie podaje się najpierw nazwisko, potem imię. Miałam zamiar zapisywać nazwiska japońskich autorów normalnie, po europejsku, ale "Osamu Dazai" albo "Yasunari Kawabata" brzmią dla mnie zbyt nienaturalnie. Mishima - nazwisko, Yukio - imię. Podobnie ze wszystkimi innymi Japończykami, którzy pewnie nieraz się tu jeszcze pojawią.
** Buddyzmu. Nie buddystów.

5 komentarzy:

  1. Pomimo Twojej słabej oceny, recenzja w pewnym stopniu mnie zaciekawiła. Nie przekreślam więc tego autora, być może kiedyś zajrzę do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, zajrzyj koniecznie! Mishima jest naprawdę bardzo lubiany przez japonistów i fanów Japonii, i chyba najwięcej prac dyplomowych z literatury na naszej katedrze dotyczy właśnie jego twórczości. Coś w tym musi być ;). Mi po prostu nie podpasował, a nie lubię zawyżać książkom ocen, bo "przecież to klasyka"...
    Dziękuję za komentarz :).

    OdpowiedzUsuń
  3. A widzisz - ja tę książkę chcę przeczytać xD
    Dobrze, że oceniasz uczciwie - o to w tym chodzi.

    Tylko... dlaczego ja przegapiłam wcześniej ten wpis? (o_O')

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry,
    czy nie chciałabyś odsprzedać tej książki - Mishima Yukio "Złota Pagoda" ? Jeśli tak, podaję swój kontakt: monesha@wp.pl. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień dobry!
      Niestety, książka nie była moja, tylko pożyczona z biblioteki... Ale życzę powodzenia w dalszych poszukiwaniach :).
      Pozdrowienia!

      Usuń

Related Posts with Thumbnails