wtorek, 8 listopada 2016

Życie w katotalibanie: "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

5/6

Rok 1984 niespecjalnie mi się podobał (o czym pisałam - na świeżo, a więc niezbyt składnie - o tu). Wydał mi się przesadzony, nieprawdopodobny psychologicznie; nie wierzę ani w reżim marnotrawiący tyle czasu i energii na przekonywanie skazańców do swoich racji, ani w aparatczyków przedkładających interes otwarcie żądnej władzy partii nad swój własny. Szczerze mówiąc, kojarzy mi się to bardzo kreskówkowo: z takim stereotypowym czarnym charakterem, który chce "przejąć władzę nad światem" i "pogrążyć go w mroku". Bez motywacji, bez korzyści, bo tak. Brakuje tylko mrocznego śmiechu.
Nowy, wspaniały świat podobał mi się bardziej. Mniej depresyjny, bardziej logiczny, nawet struktura społeczna tego świata została całkiem przekonująco wyjaśniona. Byłam w stanie uwierzyć, że twórcy systemu być może kierowali się jakimiś ideałami. Może nawet chcieli dobrze. Może nawet ten ich brave new world miał jakieś plusy?

Opowieść podręcznej plasuje się w moim osobistym rankingu zdecydowanie bliżej Nowego, wspaniałego świata. Mam wrażenie, że nawet go przebiła - chociaż zbyt dawno temu czytałam Huxley'a, żeby móc uczciwie porównać obie powieści. Równie logiczna i przerażająco nie-nieprawdopodobna. Zresztą, kategoria prawdopodobieństwa nie ma tu raczej zastosowania; Atwood wyraźnie sięga do autentycznych wydarzeń, zarówno tych sprzed stuleci, jak i z historii najnowszej. Mamy tu do czynienia z patriarchalnym, ekstremalnie religijnym społeczeństwem, w którym współczesne, samodzielne kobiety zostają nagle pozbawione prawa do samostanowienia, majątku, głosu. I chociaż religia, której podporządkowane zostaje ich życie wywodzi się z kręgu judeo-chrześcijańskiego (autorka nigdzie nie identyfikuje bliżej sekty, o której pisze; nazwy rzeczywistych odłamów chrześcijaństwa padają tylko w kontekście prześladowań), to świat przedstawiony dziwnie przypomina Iran z lat osiemdziesiątych czy Afganistan po przejęciu władzy przez talibów:
A group of people is coming towards us. They're tourists, from Japan it looks like, a trade delegation perhaps, on a tour of the historic landmarks or out for local color. They're diminutive and neatly turned out; each has his or her camera, his or her smile. They look around, bright-eyed, cocking their heads to one side like robins, their very cheerfulness aggressive, and I can't help staring. It's been a long time since I've seen skirts that short on women. The skirts reach just below the knee and the legs come out from beneath them, nearly naked in their thin stockings, blatant, the high-heeled shoes with their straps attached to the feet like delicate instruments of torture. The women teeter on their spiked feet as if on stilts, but off balance; their backs arch at the waist, thrusting the buttocks out. Their heads are uncovered and their hair too is exposed, in all its darkness and sexuality. They wear lipstick, red, outlining the damp cavities of their mouths, like scrawls on a washroom wall, of the time before.

I stop walking. Ofglen stops beside me and I know that she too cannot take her eyes off these women. We are fascinated, but also repelled. They seem undressed. It has taken so little time to change our minds, about things like this.

Then I think: I used to dress like that. That was freedom.

Westernized, they used to call it.

wtorek, 27 września 2016

Z ciała srogim żelazem wypchnięte jelita, czyli subiektywnie o "Iliadzie"


- <<Bogów synu! - Odyseusz tymi rzecze słowy -
Achillu! Hamuj w sobie zapał Aresowy
I głodnych ludzi w pole nie prowadź niebacznie;
Bo gdy raz bój uparty z Trojany się zacznie,
A bóg w piersi rycerzom odwagę wlać raczy,
Nierychły bardzo koniec ta walka obaczy,
Każ, niech w namiotach wojsko chleb i wino bierze:
Chleb i wino do boju umacnia rycerze.
Nikt nie dotrzyma pola do słońca zachodu,
Kto cierpi we wnętrznościach przykre czucie głodu (...)
Iliada jest dziwną książką. Niby każdy ją zna, każdy mniej-więcej wie, o co w niej chodzi i jak się kończy, ale mało kto rzeczywiście porwał się na jej przeczytanie. Książka-klasyka, i to klasyka absolutna, zajmująca arcyważne miejsce w historii literatury, przez co nie sposób jej nie szanować, niezależnie od tego, jak męczącym doświadczeniem byłaby dla czytelnika jej lektura. Ja też nie będę się wygłupiać i porywać na recenzję dzieła, które doczekało się już setek analiz ludzi o wiele lepiej ode mnie obeznanych z tematem. Za to chętnie podzielę się paroma świeżymi, zupełnie nieprofesjonalnymi wrażeniami z lektury.

Iliada wspaniale się zaczyna i wspaniale kończy.
Tylko ten okropny środek...!

Właściwie powinnam się tego spodziewać - w końcu każdy wie, że głównym tematem Iliady jest wojna Achajów z Trojanami. Powinnam spodziewać się ciągłych walk, krwawych opisów i bohaterskich zabójstw. Ale ten początek, te dyskusje w achajskim obozie, ten foch Achillesa - to wszystko również, jakby nie było, związane było ściśle z wojną i naiwnie uwierzyłam, że moje obawy były niepotrzebne, że więcej będzie tu fabuły niż jatki. Cóż - nie ma. Już w następnej księdze zabawa rozkręca się na całego.

niedziela, 18 września 2016

Wenecja 2016

Chyba po raz pierwszy zdarzyło mi się regularnie i z zainteresowaniem śledzić festiwal filmowy w Wenecji (dziwne, Berlinale czy Cannes poświęcam więcej uwagi, a wcale nie lubię ich bardziej...). "Śledzić" oznacza tu tyle co "czytać na bieżąco recenzje kolejnych filmów / szukać informacji", jako że do samej Wenecji nikt mnie (niestety!) nie zaprosił*; konkursowych filmów nie widziałam, więc mogę tylko dodać kolejne tytuły do niekończącej się listy Filmów, Które Muszę Obejrzeć i liczyć na to, że kiedyś, gdzieś uda mi się na nie natrafić. Sporo ich, chyba więcej niż zazwyczaj. Tak mniej więcej... Połowa wszystkich nominowanych? Czyżby tegoroczne biennale było ułożone specjalnie pode mnie? :) 

Jeżeli ciekawi Was, co w tym roku przyciągnęło moją uwagę - zerknijcie poniżej.
(Opisy pochodzą ze stron filmweb.pl i/albo imdb.com).

sobota, 13 sierpnia 2016

Jean Rhys, 'Wide Sargasso Sea' // "Szerokie Morze Sargassowe"

5,5/6

Wypożyczyłam sobie Wide Sargasso Sea i ustawiłam je w kolejce do przeczytania głównie dlatego, że co rusz natrafiałam na ten tytuł na kolejnych listach ze strony List Challenges. Powieść Jean Rhys, chociaż w Wielkiej Brytanii zaliczana jest już do współczesnej klasyki, w Polsce, z tego co się orientuję, pozostaje prawie nieznana (na Biblionetce ma ledwie trochę ponad 40 ocen...), więc w sumie nic dziwnego, że nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Zachęciła mnie - jakie to bardzo w moim stylu... - okładka. Nie ta z Penguina, zdobiąca wydanie, które ostatecznie udało mi się zdobyć, ale ta:


Co z tego wynika? Ano to, że poza tym, co sugerowała mi właśnie ta kolorowa okładka i tytułowe Morze Sargassowe, nie miałam zielonego pojęcia, za co się zabieram. Dowiedziałam się tego dopiero z opisu z tylnej okładki i wstępu (tak na marginesie: jak ci Brytyjczycy czy Amerykanie to robią, że ich wstępy tak dobrze się czyta? Toż to jest nieraz ciekawsze niż właściwa powieść!), i w sumie trochę tego żałuję, bo jaką przyjemnością musiałoby być samodzielne odkrywanie, kim właściwie są bohaterowie Szerokiego Morza Sargassowego

Sami spójrzcie:

sobota, 23 lipca 2016

Jacek Dehnel, "Lala"

5/6

Lala Jacka Dehnela (którą ciągle traktuję podświadomie jak wydawniczą nowość, a tu przecież od premiery minęło już jakieś dziesięć lat...) to książka wprawdzie nierówna, ale jednak, w ogólnym rozrachunku, bardzo dobra. Może nie aż tak dobra jak Władca much czy Zabić drozda, moje największe czytelnicze odkrycia tego roku, ale z takim Pożegnaniem z Afryką (odkrycie o pół oceny mniejsze) spokojnie może już konkurować. Widzę zresztą parę zaskakujących podobieństw między tymi tytułami: obie książki pozbawione są jakiegokolwiek suspensu czy choćby prób budowania napięcia, narracja jest leniwa, odprężona, a mimo to, z niewiadomych powodów, ciężko się od czytania oderwać. W pewien sposób podobni są też ich główni bohaterowie: szlachta zamieszkująca najokazalszą rezydencję w okolicy, samotna wyspa pośród tłumu zwyczajnych ludzi, która wprawdzie przygląda się chłopstwu z sympatią, ale jednocześnie jest doskonale świadoma własnej odrębności. No i obie książki są zbiorem wspomnień - z tą tylko różnicą, że w przypadku Lali to nie sama tytułowa bohaterka, a jej wnuk postanowił przelać te wspomnienia na papier.

Related Posts with Thumbnails